TLVP Home
Czytelnia
Book Nook
Mahabharata 23 (po polsku) Mahabharata 25 (po polsku) New! 02.2007
Downloaduj
Mahabharata
w formie PDF
Mahabharata Spis opowieści “Good” Violence versus “Bad” Hymny Rigwedy o stworzeniu świata Napisz
do nas

Napisz do nas

Mahabharata

Opowieść 24:

O ofiarach, ołtarzach i miejscach ofiarnych

 

opowiada

 

Barbara Mikołajewska

 

na podstawie fragmentów Mahābharāta,

3. The Book of the Forest,

3(33) The Tour of the Sacred Fords, 109-117, 121-131,

w angielskim tłumaczeniu z sanskrytu J.A.B. van Buitenen,

The University of Chicago Press.


Wydanie I internetowe (poprawione)

Copyright © 2005-7 by B. Mikołajewska
Wszelkie prawa zastrzeżone
Porada techniczna i edytorska: F.E.J. Linton

The Lintons’ Video Press
New Haven, CT
06511 USA


e-mail inquiries: tlvpress @ yahoo . com

 

Spis treści

 

   1. Pandawowie kąpią się w rzece Nanda i odwiedzają górę Hemakuta, gdzie bogowie składają ofiary

   2. Pandawowie kąpią się w rzece Kauśiki, niedaleko pustelni mędrca Rśjaśrangi o jelenich rogach, którego obecność w królestwie Angi skłoniła Indrę do lania deszczem

   3. Pandawowie docierają do ziemi Kalinga, gdzie znajdują się liczne pola ofiarne i gdzie Król Prawa wstępuje na ołtarz stworzony przez Ziemię

   4. Pandawowie docierają do góry Mahendry, gdzie przebywa bramin Paraśurama, który swego czasu wybił do nogi kastę wojowników w niekończącym się łańcuchu wendety

   5. Pandawowie docierają do rzeki Narmady, gdzie podczas rytuału ofiarnego króla Śarjatiego mędrzec Cjawana dzięki swym mocom duchowym pokonał Indrę i zmusił go, aby dopuścił bliźniaków Aświnów do ofiarnej uczty i picia somy

   6. Pandawowie słuchają opowieści o królu Juwanaświe, który dzięki mocy ofiarnego rytuału sam urodził swego syna Mandhatara równego Indrze, którego Indra wykarmił i uświęcił

   7. Pandawowie słuchają opowieści o tym jak król Somaka, wybrał smażenie się w piekle zamiast nieba, aby dzielić ze swoim kapłanem owoc wykonania ofiarnego rytuału

   8. Pandawowie docierają do brodów Kurukszetry zwanej ołtarzem Brahmy

   9. Pandawowie słuchają opowieści o tym jak Indra i Ogień poddali próbie prawość króla Uśinara, przybierając postać jastrzębia i gołębicy i żądając od niego ofiary z samego siebie

  10. Słowniczek Mahabharaty




      Wędrując dalej, Pandawowie dotarli do pól wypełnionych gęsto ołtarzami ofiarnymi — do Bram Kurukszetry leżących na krawędzi nieba. Choć na ziemi las Naimisza jest święty, a w przestworzach święty jest bród boga bogów zwany Puszkarą, to we wszystkich trzech światach najświętsze są Pola Kurukszetry rozciągające się na południe od rzeki Saraswati i na północ od Drszadwati. Nawet kurz wywiewany stąd przez wiatr prowadzi tych, co czynią zło ku wyższym światom, a od grzechów uwalnia się już nawet ten, kto zaledwie wyraża swe życzenie, aby tam się udać. Ten kto tam przebywa, mieszka w niebie, gdyż pola te, położone między Tarantuką i Arantuką oraz między jeziorami Ramą i Makakruką, są głównym ołtarzem dziadka wszechświata Brahmy.


(Mahabharata, 3(33) The Tour of the Sacred Fords, 81.175-180)



1. Pandawowie kąpią się w rzece Nanda i odwiedzają górę Hemakuta, gdzie bogowie składają ofiary

 

                Król Prawa i jego bracia kontynuowali swą pielgrzymkę w kierunku rzek Nanda i Aparananda, aby wziąć w nich kąpiel, która chroni przed złem. W swej wędrówce dotarli do góry Hemakuta, którą Indra bezustannie polewa deszczem, gdzie zawsze wieje potężny wiatr, rankiem i wieczorem widać ogień i gdzie sam dźwięk wypowiadanych słów powoduje gromadzenie się chmur i potężną lawinę kamieni. Górę tą upodobał sobie wielki asceta o imieniu Rszabha, który łatwo popadał w gniew i któremu głośne rozmowy przeszkadzały w skupieniu. Nakazał on górze wyrzucać z siebie lawiny kamieni, a wiatrowi wiać, gdy tylko usłyszy wypowiadane słowo. Sam Indra zgodził się padać deszczem, gdyż chciał uczynić ten teren niedostępnym dla człowieka. Tutaj bowiem bogowie pod jego przewodnictwem przeprowadzali wielkie ofiarne rytuały, których ślady pozostały do dziś i nie lubili, jak dostrzegający ich nad rzeką Nandą ludzie szli za nimi i obserwowali ich. Jedynie wielcy asceci potrafią spojrzeć na tą górę bez szkody lub wejść na jej szczyt, gdzie trawa durwa przybrała kształt trawy kuśa, a drzewa przybrały kształt słupków ofiarnych. Tam do dziś mieszkają jedynie prorocy i bogowie, karmiąc oczyszczonym masłem płonący tam ogień ofiarny.

 

2. Pandawowie kąpią się w rzece Kauśiki, niedaleko pustelni mędrca Rśjaśrangi o jelenich rogach, którego obecność w królestwie Angi skłoniła Indrę do lania deszczem

 

                Po oczyszczeniu się kąpielą w wodach rzeki Nandy Pandawowie udali się w kierunku oczyszczających wód rzeki Kauśiki, na brzegu której poddawał się swego czasu surowym umartwieniom mędrzec Wiśwamitra. Tutaj także znajdowała się pustelnia mędrca Rśjaśrangi o jelenich rogach, którego król Lomapada sprowadził swego czasu do swego królestwa, aby samą swą obecnością skłonił Indrę do oblania odżywczym deszczem wysuszonej ziemi. Gdy zaciekawiony Król Prawa zapytał bramina Lomasę o to, w jaki sposób król Lomapada sprowadził mędrca Rśjaśrangę do swego królestwa, bramin Lomasa opowiedział Pandawom, co następuje:

                „O Królu Prawa, mędrzec Rśjaśranga był synem starożytnego mędrca Kaśjapy, który pewnego dnia poddając się surowym umartwieniom nad brzegiem świętego jeziorka, dostrzegł nagle boską nimfę Urwasi biorącą kąpiel i na jej widok upuścił do wody swe nasienie. Wypiła je spragniona łania, która po upływie odpowiedniego czasu urodziła Kaśjapie syna, którego głowę zdobiły jelenie rogi i który w związku z tym otrzymał imię Rśjaśranga. Syn ten był wielkim mędrcem, a jego umysł nastawiony był wyłącznie na życie w czystości, gdyż poza swym ojcem nigdy nie widział innego człowieka i nic nie wiedział o istnieniu kobiety.

                W tym samym czasie królestwem Angi władał król Lomapada, który źle traktował żyjących w jego królestwie braminów, zmuszając ich do wykonywania rytuałów ofiarnych w celu spełniania swoich zachcianek, aż wreszcie zdegustowani tym bramini opuścili ziemię, którą władał. W konsekwencji przyniosło to cierpienie jego poddanym, gdyż Indra, widząc, że nie ma nikogo, kto troszczyłby się o rytuały ofiarne, był niezadowolony i przestał padać deszczem. Susza martwiła króla i nie znając jej przyczyny udał się do mieszkających w dżungli pustelników, aby prosić ich o spowodowanie deszczu. Jeden z pustelników rzekł: ‘O królu, swym zachowaniem rozgniewałeś braminów. Musisz więc szukać pokuty. Bramini wrócą, jeżeli uda ci się sprowadzić do twego królestwa syna pustelnika Kaśjapy Rśjaśrangę, który jest dzieckiem lasu, nigdy nie widział kobiety i całkowicie poświęcił się uczciwości. Gdy bramini będą znowu wykonywać ofiarne rytuały, Indra, wielki wielbiciel somy, będzie zadowolony i znowu zacznie padać deszczem w twym królestwie’.

                Król Lomapada posłuszny otrzymanej radzie opuścił swe królestwo i udał się do dżungli, aby poddać się surowej pokucie i szukać łaski u braminów. Gdy bramini mu wybaczyli, powrócił do swego królestwa, aby razem ze swymi ministrami zastanowić się nad sposobem ściągnięcia do królestwa mędrca Rśjaśrangi o jelenich rogach i skłonienia w ten sposób braminów do powrotu. Ministrowie, wiedząc, że mędrzec ten nie widział nigdy kobiety postanowili wysyłać do jego pustelni doświadczone w miłosnej sztuce kurtyzany, aby go uwiodły i podstępem sprowadziły do pałacu. Słysząc to, kurtyzany pobladły, gdyż bojąc się zarówno gniewu króla jak i klątwy bramina, uznały, że wykonanie powierzonego im zadania bez uszczerbku jest niemożliwe. Ale jedna z nich rzekła do króla: ‘O królu, spróbuję uczynić to, o co nas prosisz, lecz zanim udam się do lasu musisz obdarować mnie klejnotami, abym mogła ozdobić nimi me ciało’. Król bez wahania się zgodził się i mądra kurtyzana, uknuwszy starannie sprytny plan, udała się w towarzystwie innych kobiet w kierunku pustelni Kaśjapy, płynąc tam wielką łodzią ozdobioną sztucznymi drzewami w fazie kwitnienia wyglądającą jak poruszająca się po wodzie pustelnia. Gdy dotarła swą łodzią do brzegu rzeki, gdzie znajdowała się pustelnia Kaśjapy, wyczekała na moment, gdy Rśjaśranga był w pustelni sam i wówczas wysłała tam swą córkę znaną z wielkiego sprytu.

                Młoda kurtyzana z łatwością rozpoznała Rśjaśrangę po jelenich rogach i zbliżywszy się doń, rzekła: ‘O człowieku, jestem pustelnikiem i przybywam tutaj w odwiedziny. Pozwól mi zapytać o twe zdrowie i czy masz pod dostatkiem owoców i korzonków? I czy czerpiesz wystarczającą radość ze swych umartwień?’

                Rśjaśranga odpowiedział: ‘O panie, witaj i przyjmij ode mnie wodę do obmycia stóp, oraz poczęstunek z dojrzałych owoców i leśnych korzonków. Spocznij na tej poduszce zrobionej z trawy kuśa i wyjaśnij mi, gdzie znajduje się twoja pustelnia i jakie są twoje obyczaje i umartwienia?’

                Kurtyzana odpowiedziała: ‘O asceto, moja pustelnia znajduje się niedaleko stąd, a moje obyczaje różnią się od twoich. Nie mogę przyjąć wody do mycia nóg oferowanej mi na powitanie, gdyż nie należy to do mych obyczajów. Nie jadamy też leśnych owoców i korzonków. Pozwól, że powitam cię darami według moich obyczajów’. I kurtyzana nakarmiła go apetycznie wyglądającym kosztownym posiłkiem o wyśmienitym smaku i zapachu, którego spożycie sprawiło Rśjaśrandze ogromną przyjemność i udekorowała go szatami bogato zdobionymi złotem oraz słodko pachnącą girlandą. Napoiła go winem o najbardziej wyszukanym smaku i próbowała go rozweselić swym dźwięcznym śmiechem i grą. Sama uległszy wpływowi wina, dokazywała, biegając za rzucaną w górę piłką, dotykając niby przypadkiem jego ciała i obejmując go. Zginała gałązki i zrywała kwiatki, bezwstydnie go uwodząc. Widząc, że Rśjaśranga ulega jej wpływom, uściskała go kilka razy i rzucając nań długie spojrzenia, odeszła, wymawiając się obowiązkiem nakarmienia ofiarnego ognia.

                Opuszczony przez nią mędrzec Rśjaśranga siadł na ziemi i zaczął głośno wzdychać, gdyż odczuwał boleśnie pustkę jej nieobecności. W takim stanie zastał go doświadczony, wypełniony zrozumieniem i wiedzą mędrzec Kaśjapa o lwich oczach, gdy wrócił z lasu do swej pustelni. Zbliżył się do swego nieszczęsnego, pogrążonego w myślach syna, siedzącego z oczami wzniesionymi ku niebu i rzekł: ‘O synu, cóż się z tobą dzieje? Dlaczego nie zebrałeś jeszcze drzewa na podpałkę? Dlaczego zaniedbałeś złożenia ofiary do ognia? Dlaczego nie oczyściłeś jeszcze ofiarnych czerpaków i nie przyprowadziłeś krowy ofiarnej i jej cielęcia, aby uzyskać od nich ofiarne mleko? Dlaczego jesteś taki roztargniony i zamyślony? Powiedz mi, kto odwiedził naszą pustelnię podczas mej nieobecności?’

                Mędrzec Rśjaśranga odpowiedział: ‘O ojcze, był tutaj wesoły pustelnik o pulchnym ciele, złocistej skórze, lotosowych oczach i długich włosach splecionych w warkocz przewiązany złotą wstążką. Na szyi miał coś, co wyglądało jak kielichy świecące jak błyskawica na niebie, a poniżej nich miał dwie kule, które oczarowały mnie najbardziej. W okolicach pępka jego talia zwężała się, aby zaokrąglić się znowu w okolicy bioder ozdobionych przepaską podobną do mojej, lecz zrobioną ze szczerego złota. Jego stopy zdobiły dzwoneczki, a w dłoniach trzymał sznureczki paciorków podobne do tych, których używam do modlitwy. Gdy się poruszał, wydawały dźwięki podobne do gęgania dzikich gęsi pluskających się w stawie. Jego szata, choć podobna do mojej, była piękniejsza. Widok jego twarzy sprawiał radość mym oczom, wypowiadane przez niego słowa radowały me serce, a dźwięk jego głosu przypominał kukanie kukułki, niepokojąc najskrytsze zakamarki mej duszy. Unosił się od niego słodki zapach podobny do zapachu wiosennego lasu, który rozsiewa wiatr. W dłoniach trzymał przedmiot przypominający kulisty dojrzały owoc, który rzucał na ziemię, od której on się odbijał i wracał posłusznie do jego dłoni. Patrzenie na niego sprawiało mi wielką radość, a w mym sercu obudziła się miłość. Od czasu do czasu brał mnie w ramiona, pociągając żartobliwie za włosy i zbliżając swe usta do moich, wydawał z siebie słodkie cmoknięcie. Nie chciał jeść owoców, którymi go obdarowałem, twierdząc, że spożywanie ich nie należy do jego zwyczajów i obdarował mnie nieznanymi mi owocami bez pestki. Poczęstował mnie też napojem o wybornym smaku, po wypiciu którego odczułem wielką przyjemność, choć ziemia uciekała mi spod nóg. Własną ręką nadziewał na nitkę świeże kwiaty i rozrzuciwszy tu i tam zrobione przez siebie girlandy, opuścił mnie, udając się z powrotem do swej pustelni. Po jego odejściu zupełnie straciłem głowę, a ciało me emanuje gorącem. Chcę natychmiast udać się do niego i razem z nim praktykować te same surowe umartwienia, które należą do jego obyczajów’.

                Kaśjapa rzekł: ‘O synu, to nie pustelnik cię odwiedził, lecz demon. Wystrzegaj się istot podobnych do niego. Demony te, przybrawszy swój piękny kształt, grasują po ziemi i kuszą pustelników. Są one nieporównywalnie urocze i bardzo okrutne. Spadają na pustelników ze swych światów i swymi przeraźliwymi uczynkami starają się przerwać ich umartwienia. Pyszniąc się pięknością swych ciał, używają wszelkich metod, aby ich uwieść. Pustelnik, który zdobył samo-kontrolę i poszukuje wyższych światów, powinien unikać obcowania z nimi, gdyż one czerpią radość z psucia pustelnikom ich koncentracji. Ten napój, którym cię ten demon napoił, jest diabelski i zakazany i piją go jedynie grzeszni wieśniacy. A także girlandy, którymi cię ozdobił, nie przystoją pustelnikowi’.

                Ostrzegłszy w ten sposób swego syna, mędrzec Kaśjapa udał się ponownie do lasu, chcąc odnaleźć i przegonić kurtyzanę, lecz choć szukał jej przez trzy dni, nie mógł jej nigdzie odnaleźć i wrócił do swej pustelni. Po jakimś czasie, gdy udał się znowu do lasu w poszukiwaniu korzonków i owoców, kurtyzana wykorzystując jego nieobecność, ukazała się ponownie przed oczami umartwiającego się Rśjaśrangi, wabiąc go na wszelkie sposoby. On powitał ją radośnie i rzekł: ‘O panie, zaprowadź mnie do swej pustelni’. Bez wahania dał się jej zwabić do jej łodzi, która wyglądała jak pustelnia i która natychmiast odpłynęła w kierunku królestwa Angi, aby przybić do brzegu, gdzie znajdował się piękny las, w którym król specjalnie na jego powitanie zorganizował królewskie ustronie. Mędrzec Rśjaśranga zamieszkał tam w specjalnie dla niego zbudowanym gmachu kobiet i król Lomapada dał mu za żonę swą córkę Śantę. Bramini widząc, że Rśjaśranga zamieszkał w królestwie Angi, powrócili do królestwa, a Indra polał wysuszoną ziemię obfitym deszczem.

                Król Lomapada martwił się jedynie o gniew mędrca Kaśjapy i aby uniknąć skutków jego gniewu użył sprytnego fortelu. Rozkazał pastuchom, aby witali Kaśjapę z pobożnie złożonymi dłońmi, gdy zobaczą go zbliżającego się do ich pastwisk, jakby był mile widzianym gościem i na jego pytanie, komu służą, informowali go, że służą jego synowi, mędrcowi Rśjaśrandze, do którego należy zarówno ich stado jak i bogate plony. Komplementy pastuchów ułagodziły gniew Kaśjapy i dotarł on do pałacu króla Lomapady oczyszczony z gniewu i zadowolony. Uroczyście witany przez króla, swego syna i jego żonę Śantę zamiast zniszczyć ich swym gniewem, obdarzył ich swą łaską. Rozkazał też swemu synowi, aby powrócił do lasu po zapewnieniu królowi potomstwa i spełnieniu wszystkich jego próśb. I gdy nadszedł odpowiedni moment Rśjaśranga posłusznie powrócił do lasu, mając ze sobą wierną żonę Śantę”.

 

3. Pandawowie docierają do ziemi Kalinga, gdzie znajdują się liczne pola ofiarne i gdzie Król Prawa wstępuje na ołtarz stworzony przez Ziemię

 

                Po oczyszczającej kąpieli w rzece Kauśiki Pandawowie kontynuowali swą pielgrzymkę w kierunku ujścia Gangesu, aby wziąć tam oczyszczającą kąpiel w wodzie pięciu setek rzek. Idąc dalej wzdłuż wybrzeża oceanu dotarli do lądu Kalinga.

                Mędrzec Lomasa rzekł: „O królu, dotarliśmy do lądu, przez który płynie rzeka Waitarani i gdzie swego czasu bóg Prawa Dharma składał ofiarę, szukając ochrony u bogów. Na północnym brzegu rzeki otoczonym górami jest odwiedzane przez proroków pole ofiarne, skąd Ścieżka Bogów prowadzi wprost do nieba. To tutaj swego czasu bóg Śiwa ukradł bogom należne mu zwierzę ofiarne i bogowie błagali go, aby nie zagrażał ich własności i nie niszczył w ten sposób całego Prawa. Wysławiali go w swych pieśniach, oferując mu ciasto ofiarne i oddając mu odpowiednie honory, prosząc go, aby uwolnił ukradzione zwierzę i wkroczył na Ścieżkę Bogów. Później ze strachu przed nim zadecydowali, że najlepsza część składanej ofiary powinna być oddawana Śiwie. O królu, dotknij wody w tym świętym miejscu, gdyż każdy człowiek, który to uczyni, nucąc odpowiednie mantry, wkracza na Ścieżkę Bogów”.

                Pandawowie i Draupadi zanurzyli się w rzece, składając ofiarę należną przodkom. Judhiszthira rzekł do Lomasy: „O braminie wierny swym przysięgom, kąpiąc się w rzece Waitarani, przekroczyłem świat ludzki i dzięki twej łasce widzę wszystkie trzy światy i słyszę głosy mędrców sławiące Pradżapatiego”.

                Lomasa odpowiedział „O Judhiszthira, wysłuchaj ich w ciszy, gdyż dochodzą cię dźwięki modlitwy wypowiadanej w miejscu położonym daleko stąd. Las, który rozpościera się przed twymi oczami jest lasem Samo-Stwarzającego się, w którym architekt bogów Wiśwakarman wykonał swój wielki rytuał ofiary, podczas którego Samo-Stwarzający się podarował Ziemię wraz z jej lasami i górami mędrcowi Kaśjapie. Ziemia zaczęła wówczas usychać i gniewnie rzekła do Pana Światów: ‘O Panie, skoro oddałeś mnie w ręce śmiertelnych, pójdę do piekieł’. Mędrzec Kaśjapa, widząc przygnębienie Ziemi i chcąc złagodzić jej cierpienie, poddał się surowym umartwieniom. Ułagodzona Ziemia wyłoniła się wówczas ponownie z wód, przybierając formę ołtarza o prawidłowym kształcie, który widzisz tu przed sobą. O królu, wstąp na ten ołtarz i zostań obdarzony mężnością. Jak tylko nań wstąpisz, sam wypowiem słowa błogosławieństwa. Wstąp nań zwinnie, mówiąc ‘O Ogniu, Mitro, Łonie i Boska Wodo! O nasieniu Wisznu, którym jesteś! O pępku porządku!’ ”

                Judhiszthira posłuszny rozkazowi Lomasy wstąpił na ten morski ołtarz i uzyskał jego błogosławieństwo.

 

4. Pandawowie docierają do góry Mahendry, gdzie przebywa bramin Paraśurama, który swego czasu wybił do nogi kastę wojowników w niekończącym się łańcuchu wendety

 

                Następnie Pandawowie ruszyli w kierunku góry Mahendry, Końskiego Brodu i pięciu jezior krwi, gdzie spotkali wielu ascetów ze słynnych rodów. Jeden z nich o imieniu Akratawrana poinformował ich, że o ich przybyciu dowiedział się przebywający tu często prorok Paraśurama, odległy potomek starożytnego mędrca Bhrigu, którego zobaczą po upływie nocy, gdyż nazajutrz jest czternasty dzień miesiąca, w którym to dniu Paraśurama ukazuje się ascetom, którym swego czasu oddał we władanie ziemię, odbierając ją kaście wojowników. Na prośbę Judhiszthiry asceta Akratawrana opowiedział Pandawom o narodzinach Paraśuramy i o jego gniewie, który doprowadziłby do całkowitego zniszczenia świata, gdyby nie zatrzymał go jego dziadek bramin Rcika Bhargawa, skłaniając go do zaprzestania zemsty i złożenia ofiary Indrze.

                Bramin Akratawrana rzekł: „O Królu Prawa, Paraśurama był braminem, który zachowywał się jak magnat, prowadząc samotną wojnę z magnaterią, aby pomścić śmierć swego ojca, któremu był bezwzględnie posłuszny, co od dawna było mu przeznaczone i wynikało z poprzedzających jego narodziny wydarzeń.

                Swego czasu dziadek Paraśuramy bramin Rcika Bhargawa zapragnął zdobyć rękę córki króla Gadhiego o imieniu Satjawati. Gdy król ten zgodnie ze starym zwyczajem swego rodu zażądał od niego zapłaty za swą córkę w formie tysiąca białych koni z czarnym uchem, bramin Rcika Bhargawa, który sam nie posiadał majątku, zwrócił się z prośbą o konie do boga oceanu Waruny, który spełnił jego prośbę i konie wyłoniły się z wód nazywanych Końskim Brodem znajdującym się niedaleko stąd. Król Gadhi otrzymawszy to, czego żądał, urządził dla swej córki wspaniałą uroczystość ślubną, na którą przybyli sami bogowie.

                Pewnego dnia młodą parę odwiedził najstarszy żyjący potomek rodu Bhrigu i będąc z nich bardzo zadowolony poprosił Satjawati o wyrażenie swej prośby, którą mógłby spełnić. Satjawati poprosiła o synów dla siebie i dla swej matki. Senior rodu zgodził się, mówiąc: ‘O Satjawati, gdy będziecie gotowe do poczęcia syna, wykonajcie odpowiednie ryty i niech każda z was obejmie odpowiednie drzewo: ty drzewo aśwattha, aby otrzymać syna bramina, a twoja matka drzewo udumbra, aby otrzymać syna magnata’.

                Kobiety uczyniły to, co im nakazał, lecz pomyliły drzewa, które ściskały. Dostrzegłszy to, najstarszy potomek linii Bhrigu rzekł: ‘O Satjawati, ponieważ pomyliłyście drzewa, twój syn, choć będzie braminem, będzie zachowywał się jak magnat i poprowadzi wielką wojnę, podczas gdy syn twej matki, choć będzie magnatem, będzie zachowywał się jak bramin, podążając drogą surowej ascezy’. Na błagania Satjawati zgodził się jednak na to, aby proroctwo to nie dotyczyło jej syna, lecz wnuka. Wnukiem tym był Paraśurama.

                Po upływie właściwego czasu Satjawati urodziła bramińskiego syna, którego nazwano Dżamadagni i który szybko prześcignął wszystkich swą znajomością Wed. Siłą i surowością swych umartwień terroryzował nawet bogów. Pojął on za żonę córkę królewską o imieniu Renuka, która urodziła mu pięciu synów, z których najmłodszy uzyskał imię Paraśurama.

                Renuka zamieszkała z nim posłusznie w jego pustelni, dzieląc z nim bez protestu jego ascetyczny styl życia. Jednakże pewnego dnia, gdy jej synowie udali się do lasu w poszukiwaniu korzonków i owoców, poszła do źródła, aby zażyć kąpieli i gdy zobaczyła tam bogatego króla Citrarathę baraszkującego ze swymi żonami, pozazdrościła im przyjemności. Przepełniona wstrętnymi myślami, cała drżąc, wróciła do pustelni. Jej mąż, bramin Dżamadagni, natychmiast dostrzegł, że straciła swe bramińskie piękno i odstąpiła od swych przysiąg i odniósł się do niej z pogardą, próbując ją zawstydzić. I gdy do pustelni powrócili jego starsi synowie, rozkazał każdemu z nich z osobna, aby zabił swą matkę, lecz oni, ogłupieni jego żądaniem, nie usłuchali jego rozkazu i wówczas rzucił na nich klątwę, aby stracili swój rozum do końca i zaczęli zachowywać się jak zwierzęta lub nawet martwe przedmioty.

                Rozgniewany na swych starszych synów bramin Dżamadagni rzekł do swego najmłodszego syna Paraśuramy, gdy wrócił z lasu do pustelni: ‘O synu, pozbądź się skrupułów i na mój rozkaz zabij swą niegodziwą matkę, której umysł  pokonała żądza’. Posłuszny swemu ojcu Paraśurama, który zawsze kroczył ścieżką Prawa, wziął do ręki siekierę i bez chwili wahania uciął swej matce głowę.

                Wkrótce gniew ascety Dżamadagniego ucichł i rzekł on wówczas do Paraśuramy: ‘O mój synu o prawym umyśle, chcąc być mi posłuszny, zdobyłeś się na wykonanie bardzo trudnego czynu. Wypowiedz swe najskrytsze życzenia, abym mógł je spełnić’. Paraśurama poprosił wówczas swego ojca, aby przywrócił życie jego matce i o to, żeby on sam mógł zapomnieć o morderstwie, którego dokonał, wyzwalając się w ten sposób spod jego wpływów oraz żeby jego bracia powrócili do swej ludzkiej postaci. Wzruszony jego prośbami ojciec zagwarantował mu nie tylko ich spełnienie, ale dodatkowo obdarował go długim życiem i byciem niezwyciężonym w bitwie.

                Zycie w pustelni biegło spokojnie i szczęśliwie. Jednakże pewnego dnia, gdy synowie bramina Dżamadagniego udali się do lasu w poszukiwaniu korzonków, jego pustelnię odwiedził waleczny król Kartawirja. Choć żona bramina Renuka wyszła mu przyjaźnie na powitanie, król ten oszalały i rozochocony prowadzoną przez siebie wojną zamiast odpowiedzieć jej tym samym, splądrował pustelnię, uprowadził siłą cielę skowyczącej żałośnie ofiarnej krowy i połamał wielkie drzewa.

                Gdy Paraśurama po powrocie z lasu zobaczył całe to spustoszenie, popadł w straszny gniew i po sprowokowaniu króla Kartawirji do bitwy, uchwycił w dłonie swój potężny łuk i swymi strzałami zabił go, obcinając mu tysiące jego ramion. Potomkowie króla Kartawirji nie dali jednak za wygraną i płonąc nieodpartą chęcią zemsty, udali się do pustelni bezbronnego bramina Dżamadagniego, gdy Paraśuramy nie było w domu i zabili go, gdy odmówił walki, wzywając nadaremnie swego syna. Gdy Paraśurama wrócił z lasu, gdzie zbierał drewno na opał i zobaczył trupa swego ojca, rzekł z żalem: ‘O ojcze, to moja wina, że pozbawieni rozumu potomkowie króla Kartawirji zabili cię w tym lesie jak jelenia. Nie zasłużyłeś na taką śmierć, ty, który zawsze kroczyłeś najtrudniejszą ścieżką Prawa, nie wyrządzając krzywdy żadnej żywej istocie. Uczynili oni największe zło, zabijając setkami swych strzał ciebie, bezbronnego starca, pogrążonego w głębokiej ascezie. Jak po dokonaniu tego potwornego czynu będą mogli spojrzeć w oczy swych przyjaciół?’

                Bramin Paraśurama wykonał wszystkie należne ojcu ryty pogrzebowe i przysiągł zemstę, zapowiadając masakrę całej kasty wojowników, która przestała obawiac się grzechu zabicia bramina. Gniewny i pozbawiony lęku, będąc obrazem samej śmierci, chwycił za broń i sam jeden zabił wszystkich synów króla Kartawirji oraz i ich sprzymierzeńców. I oczyszczał w ten sposób ziemię z magnaterii aż dwadzieścia jeden razy, stwarzając pięć jezior krwi, w których asceci z rodu Bhrigu składają ofiary swym przodkom.

                Rcika Bhargawa, przerażony tą masakrą czynioną przez wnuka, podjął osobiście próbę odnalezienia go i powstrzymania tego niekończącego się łańcucha zemsty. I w końcu dzięki jego interwencji bramin Paraśurama zakończył swą wendetę, składając wielką ofiarę królowi bogów Indrze i oddając kapłanom we władanie ziemię, którą zdobył”.

                Po wysłuchaniu tej opowieści Pandawowie wzięli kąpiel w świętych brodach i po oddaniu honorów braminowi Paraśuramie ruszyli dalej w kierunku południowym.

 

5. Pandawowie docierają do rzeki Narmady, gdzie podczas rytuału ofiarnego króla Śarjatiego mędrzec Cjawana dzięki swym mocom duchowym pokonał Indrę i zmusił go, aby dopuścił bliźniaków Aświnów do ofiarnej uczty i picia somy

 

                Wędrując dalej, Król Prawa ze swymi braćmi dotarł wkrótce do brodów rzeki Pajoszni będących terenami ofiarnymi Pradżapatich, gdzie również sam Indra i bogowie składali swe ofiary, wznosząc pokryte złotem słupki ofiarne i gdzie sławni królowie podczas swych uczt ofiarnych nasycili Indrę somą, a braminów swymi darami. Po oczyszczającej kąpieli w tych sławnych brodach Pandawowie ruszyli w kierunku góry Waidurja i rzeki Narmady, gdzie Eon Świętych Ogni (tretajuga) łączy się z Eonem Miedzianym (dwapara). Gdy zatrzymali się u brzegów rzeki Narmady, aby dotknąć jej wód i uwolnić się od wszelkich skutków zła, mędrzec Lomasa rzekł: „O królu, posłuchaj mej opowieści o słynnym pojedynku między braminem Cjawaną a Indrą, do którego doszło podczas uczty ofiarnej króla Śarjatiego, gdyż to właśnie tutaj król Śarjati składał swą ofiarę”.

                Mędrzec Lomasa opowiadał: „O Królu Prawa, bramin Cjawana, syn starożytnego mędrca Bhrigu praktykował bardzo surowe umartwienia. Stojąc sztywny i wyprostowany przez długi okres czasu, upodobnił się do słupka ofiarnego i chociaż porosły go dzikie pnącza, pokryła go ziemia i stał się gniazdem dla mrówek, nie przerwał swych umartwień. Pewnego dnia nad jezioro, niedaleko którego się umartwiał, przybył król Śarjati w otoczeniu orszaku złożonego z czterech tysięcy kobiet, wśród których była jego piękna córka Sukanja, szukając tam rozrywki. Sukanja przystrojona klejnotami w towarzystwie licznych innych kobiet biegała swobodnie po lesie ubrana w jedną suknię. Zamroczona nieco winem i miłosnym nastrojem oddaliła się od swych towarzyszek, zrywając z drzew pokryte kwieciem gałązki, aż dotarła do miejsca, w którym mędrzec Cjawana ukryty głęboko pod mrowiskiem ćwiczył się w surowej ascezie. Gdy Cjawana ją dostrzegł, nie mógł oprzeć się jej czarowi i próbował do niej przemówić, lecz z jego wyschniętego od umartwień gardła, nie wydobył się żaden słyszalny dźwięk. Sukanja dostrzegła jednak w mrowisku wlepioną w nią parę oczu i nie wiedząc, co to może być, ukłuła je znalezionymi cierniami. Wybuchowy mędrzec zapłonął gniewem i rzucił klątwę na uzbrojoną eskortę Sukanji, każąc ją ciężkim zatwardzeniem. Widząc cierpienie eskorty, król Śarjati domyślił się, że nie ma ono naturalnych przyczyn i że jest zapewne rezultatem gniewu wielkiego ascety Cjawany zamieszkującego okolice. Zaczął więc poszukiwać przy pomocy groźby i prośby tego, kto mógł ten gniew wywołać. Sukanja współczując cierpiącej eskorcie, rzekła: ‘O ojcze, może jest to moja wina, gdyż biegając po lesie dostrzegłam w mrowisku dwa świecące przedmioty i chcąc zbadać, czy są to klejnoty, przekłułam je cierniami’.

                Król Śarjati domyślił się wszystkiego i pognał, co koń wyskoczy we wskazanym przez swą córkę kierunku i gdy zobaczył mrowisko, rozpoznał w nim mędrca Cjawanę. Złożył pobożnie dłonie i zaczął go błagać o zlitowanie się nad cierpiącą na zatwardzenie eskortą jego córki. Mędrzec Cjawana rzekł: ‘O królu, uczynię to, o co mnie prosisz, jeżeli dasz mi za żonę swą córkę, która choć jest tak młoda i szlachetna, padła ofiarą chciwości i zagubienia’. Król Śarjati oddał ascecie swą młodą córkę za żonę bez chwili wahania, co przywróciło mu spokój. Również Sukanja bez słowa protestu zaakceptowała swój los i będąc żoną ascety troszczyła się o swego starego męża z miłością, godząc się na wyrzeczenia wynikłe z ascetycznego życia i wkradając się w ten sposób w jego łaski.

                Pewnego dnia, gdy Sukanja zrzuciwszy ubranie, zażywała kąpieli, dostrzegli ją dwa boscy bliźniacy Aświnowie. Zbliżyli się do niej i zapytali: ‘O piękna kobieto o krągłych biodrach, powiedz nam do kogo należysz i co robisz tutaj sama w środku dżungli?’ Okrywszy szybko swe nagie ciało swym ubogim łachmanem, Sukanja wyjaśniła, że jest córką króla Śarjatiego i żoną ascety Cjawany. Aświnowie rzekli ze śmiechem: ‘O piękna, jak twój ojciec mógł cię oddać za żonę ascecie? Trudno znaleźć kobietę piękniejszą od ciebie nawet wśród niebianek. Bardziej pasują do ciebie bogate szaty i klejnoty niż ta pustelnicza szata, którą nosisz. Porzuć swego zgrzybiałego męża i wybierz sobie na męża jednego z nas’. Sukanja odpowiedziała: ‘O bogowie, jestem oddaną mojemu mężowi żoną i kroczę sciezką Prawa. Nie kuście więc mnie i swą obecnością nie rzucajcie na mnie podejrzeń’. Aświnowie odpowiedzieli: ‘O piękna, potrafimy uleczyć twego męża ze starości i uczynić go młodym i przystojnym, gdyż jesteśmy wielkimi boskimi uzdrowicielami. Pozwól nam to uczynić i gdy tak się stanie i twój uleczony ze starości mąż będzie równie piękny jak my, wówczas sama wybierz sobie na męża jednego spośród nas’.

                Sukanja udała się do swego męża i gdy opowiedziała mu o propozycji Aświnów, asceta Cjawana, który mając młodą żonę, pragnął powrotu swej młodości i chciał mieć syna, rzekł: ‘O żono, niech stanie się tak jak sobie życzą boscy Aświnowie’. I gdy Cjawana i Aświnowie zanurzyli się w wodzie jeziorka, wszyscy trzej wyszli na brzeg podobni do siebie jak krople wody, młodzi, bosko piękni, ozdobieni złotymi kolczykami, z sercami tak samo wypełnionymi miłością do niej i tak samo proszący ją o to, aby właśnie jego wybrała na męża. Sukanja nie widząc między nimi żadnej różnicy, sięgnęła po radę do swego serca i z jego pomocą wybrała wśród nich Cjawanę, swego męża. Uszczęśliwiony jej wyborem Cjawana rzekł do Aświnów: ‘O boscy bliźniacy, uleczyliście mnie z mej choroby, gdyż obdarzyliście mnie starego człowieka urodą i młodością i oddaliście mi ponownie za żonę piękną Sukanję. W zamian za to poprowadzę rytuał ofiarny, podczas którego zmuszę króla bogów Indrę, aby obdarzył was prawem do uczestnictwa w ofiarnej uczcie i picia somy, którego wam dotychczas odmawiał’. Mając tę obietnicę Cjawany, Aświnowie zadowoleni wrócili do nieba, podczas gdy asceta Cjawana i Sukanja cieszyli się sobą, oddając się przyjemności jak bogowie.

                Gdy król Śarjati dowiedział się o cudownym odzyskaniu młodości przez swego zięcia, udał się w towarzystwie swej żony i zbrojnej eskorty do jego pustelni, aby nacieszyć swe oczy widokiem swej córki i zięcia, pięknych jak dzieci bogów. Bramin Cjawana rzekł: ‘O królu, jestem szczęśliwy i zadowolony. Pozwól mi więc poprowadzić wielki rytuał ofiarny z myślą o twym dobrze’. Król Śarjati z ochotą przyjął tę propozycję i gdy nadszedł szczęśliwy dzień, przygotował odpowiedni teren ofiarny i wypełnił go po brzegi wielkim bogactwem ofiarowywanych przedmiotów.

                Na sesję ofiarną przybyli liczni bogowie łącznie z bliźniakami Aświnami, którzy nie mieli prawa do picia somy. Prowadzący rytuał mędrzec Cjawana, chcąc spełnić swą obietnicę, podał im puchar wypełniony somą, lecz Indra to dostrzegł i powstrzymał go, mówiąc: ‘O braminie, nie czyń tego, gdyż boscy Aświnowie nie zasługują na somę. Są oni uzdrowicielami i ich fach wyklucza ich spośród tych, co piją somę na ucztach ofiarnych’. Mędrzec Cjawana rzekł: ‘O Indra, nie lekceważ w ten sposób tych wspaniałych bogów obdarzonych pięknem i bogactwem. Dlaczego według ciebie nie zasługują oni na udział w uczcie ofiarnej tak jak inni bogowie? Przecież oni też są bogami’. Indra odpowiedział: ‘O braminie, Aświnowie są lekarzami i służącymi, którzy przybrawszy dowolną formę wędrują po światach śmiertelnych. Nie zasługują więc na picie somy podczas uczty bogów’. Podczas gdy Indra uparcie powtarzał te same słowa, Cjawana, nie zwracając na jego słowa uwagi, ponownie wypełnił somą puchar przeznaczony dla Aświnów. Indra rzekł ostrzegawczo: ‘O braminie, jeżeli bez mej zgody dasz Aświnom puchar z somą, uderzę w ciebie mym piorunem’.

                Cjawana jedynie się uśmiechnął i rzuciwszy Indrze wyzywające spojrzenie, kontynuował rytualnie nalewanie do pucharu somy przeznaczonej dla Aświnów. Oburzony Indra zamachnął się, chcąc rzucić w niego swym piorunem, lecz w tym samym momencie Cjawana sparaliżował jego rękę i lejąc do ognia oczyszczone masło, wypowiadał odpowiednie mantry, gotowy do użycia przeciw Indrze swych czarów. Dzięki sile jego umartwień z jego czarów wyłonił się gigantyczny i potężny demon asura o imieniu Mada, nad którym nie mieli kontroli ani bogowie ani demony. Jego ramiona były wielkie jak góry, oczy wielkie jak słońce, a żołądek wieki jak sama śmierć. Rozwarłszy swe przepastne usta, z których jedna szczęka sięgała nieba a druga leżała na ziemi, ukazał straszliwe kły wielkie jak wieże zamkowe i ostre jak włócznie i poruszając swym językiem jak błyskawicą, rzucił się ze strasznym rykiem w kierunku Indry gotowy go połknąć. Spanikowany i pozbawiony mocy Indra, z ramieniem sparaliżowanym, liżąc ze strachu wargi, rzekł do Cjawany: ‘O braminie, twoje działanie przyniosło owoce i zgadzam się na to, by Aświnowie mieli prawo do somy. Wiem, że nie podejmujesz działań na próżno i czyniąc Aświnów godnymi picia somy, uczyniłeś dokładnie to, co ja sam ustanowiłem, aby się zdarzyło, gdyż chciałem rozsławić zarówno ciebie jak twą żonę Sukanję i jej ojca. Teraz jednak, gdy wypełniłeś już swe zadanie, miej nade mną litość i ochron mnie przed atakiem tego demona’.

                Pojednawcze słowa Indry uciszyły gniew Cjawany i uwolnił on Indrę od groźby ze strony demona asury Mady. Dzięki swym duchowym mocom i czarom włożył Madę z powrotem do alkoholu, kobiet, gry w kości i polowania, gdzie on ciągle na nowo powstaje. Następnie przy pomocy jednej kropli somy nasycił Indrę i bogów, nie pomijając Aświnów i w ten sposób zakończył szczęśliwie rytuał ofiarny, rozsławiając swe imię po całym świecie”.

 

6. Pandawowie słuchają opowieści o królu Juwanaświe, który dzięki mocy ofiarnego rytuału sam urodził swego syna Mandhatara równego Indrze, którego Indra wykarmił i uświęcił

 

                Po wysłuchaniu opowiadania mędrca Lomasy o sile duchowej mędrca Cjawany Pandawowie dotknęli świętej wody brodu, składając ofiarę przeznaczoną dla bogów i przodków i udali się w dalszą drogę, mijając po drodze wiele świętych miejsc. Dotarli do lasu Sikataksa, gdzie odwiedzili znajdujące się tam kanały i dotknęli wody brodu Puszkary, gdzie przebywa bóg bogów Śiwa. Zatrzymali się na górze Arcika, skąd wypływa rzeka Jamuna, do której złożono niezliczoną ilość ofiar i która oczyszcza z zanieczyszczenia złem. Jak im wyjaśnił prorok Lomasa tutaj także składał swe ofiary słynny król Mandhatar, który swą potęgą dorównywał Indrze. I na prośbę Pandawów bramin Lomasa opowiedział im o niezwykłych okolicznościach, których król ten się narodził.

                Prorok Lomasa rzekł: „O Judhiszthira, w odległych czasach ziemią władał prawy król Juwanaśwa z dynastii słonecznej, który stojąc na straży świata i bedąc podporą Prawa składał liczne ofiary, wśród których było tysiąc Ofiar Konia, zadowalając nimi bogów i braminów. Ten prawy król pozostawał jednak długo bezdzietny. Pragnąc mieć syna, powierzył opiekę nad swym królestwem swym ministrom i udał się do dżungli, aby żyć tam w surowej ascezie. Pewnej nocy z sercem usychającym z tęsknoty za synem dotarł do pustelni potomków starożytnego mędrca Bhrigu i jeden z braminów jeszcze tej samej nocy wykonał iszti z intencją obdarowania go synem. Przyniósł też do pustelni wielki słój, który wypełnił wodą oczyszczoną przy pomocy świętych mantr, aby żona króla mogła się z niego napić i urodzić mu syna równego potęgą samemu Indrze, który wsławił się zarówno swą walecznością jak i tysiącem złożonych ofiar. Zamieszkujący pustelnię prorocy położyli słój na ołtarzu i ponieważ byli bardzo zmęczeni udali się na spoczynek. Tymczasem król Juwanaśwa odczuwając ogromne pragnienie i zmęczenie, wszedł do budynku pustelni prosząc o wodę, lecz nikt mu nie odpowiadał. Zobaczył wówczas umieszczony na ołtarzu wielki słój wypełniony wodą i wypił część wody, a część wylał, nie wiedząc, że była to woda przeznaczona dla jego żony. Zaspokoiwszy swe pragnienie prawy król i mędrzec Juwanaśwa także zasnął.

                Rankiem, gdy bramini obudzili się i zobaczyli, że słój jest pusty pragnęli się dowiedzieć, kto to uczynił. Gdy król Juwanaśwa powiedział, że to on wypił wodę, bramin był bardzo niezadowolony. Rzekł: ‘O królu, źle się stało. Ta woda pochodziła z umartwień i była zebrana z myślą o twym synu. Zebrałem ją dzięki moim umartwieniom i wypełniłem Brahmanem (modlitwą), aby móc dać ci syna o wielkiej odwadze i sile, który byłby również królewskim mędrcem. Taki syn o wielkiej sile i mocy, który posiadłby również potęgę ascezy, przy pomocy swej dzielności mógłby wysłać samego Indrę do królestwa boga umarłych Jamy. Takiego mogłeś mieć syna, bo taka była moc wody i mojego rytu. Nie powinieneś jej wypijać, bo była przeznaczona dla twojej żony, ale skoro tak się stało, nic tego faktu nie zmieni i wyraźnie właśnie tego chciał los. Ponieważ będąc spragniony, wypiłeś wodę uświęconą przez mantry i ryt, ty sam zamiast twej żony zostałeś zapłodniony męskością moich umartwień i ty sam dzięki tej wodzie bez udziału kobiety urodzisz równie męskiego syna, który będzie na ziemi odbiciem Indry’.

                Po upływie stu lat lewy bok króla otworzył się w cudowny sposób i wydostał się zeń wspaniały syn, któremu nadano imię Mandhatar (ten, który ssał palec Indry), gdyż przed nowonarodzonym pojawił się sam Indra i zastępując mu matkę, włożył swój palec do jego ust, pozwalając mu ssać go jak pierś matki. Dzięki temu chłopiec wyrósł na olbrzyma i same Wedy pojawiły się przed nim, oferując swą wiedzę jak i łuk Adżagawa oraz zbroja. Indra osobiście udzielił mu sakramentów. Dzięki swej prawości król Mandhatar zdobył wszystkie trzy światy i tocząc bez przeszkód nie zatrzymywane przez nikogo Koło, zyskał powszechne uznanie. Posiadając wypełnioną bogactwem ziemię, wykonał wiele rytuałów ofiarnych i pokrywszy gęsto ziemię ofiarnymi ołtarzami, zebrał wiele zasług i dzielił z Indrą połowę jego tronu. Po dwunastu latach suszy mimo bezsilności Indry spowodował deszcz, zabijając swymi strzałami wielkiego króla Gandharę narodzonego w dynastii księżycowej. To on dzięki swej wspaniałości i swym umartwieniom dostarczył światom silnych fundamentów”.

 

7. Pandawowie słuchają opowieści o tym jak król Somaka, wybrał smażenie się w piekle zamiast nieba, aby dzielić ze swoim kapłanem owoc wykonania ofiarnego rytuału

 

                Wędrując dalej, Pandawowie dotarli do pustelni, gdzie za radą proroka Lomasy spędzili bez pośpiechu sześć nocy, aby oczyścić się ze skutków zła. Mędrzec Lomasa opowiedział im o rytuale ofiarnym, który na żądanie króla Somaki, przeprowadził jego domowy kapłan, płacąc za to piekłem i jak prawy król Somaka widząc owoc swego żądania, poprosił Jamę o to, aby mógł razem ze swym kapłanem odpokutować za swój czyn w piekle.

                Prorok Lomasa opowiadał: „Król Somaka, choć miał setkę żon, do późnej starości pozostawał bezdzietny. Aż wreszcie, gdy już porządnie się zestarzał, urodził mu się syn, któremu nadano imię Dżantu. Wszystkie jego sto żon, czując się matkami jedynaka, troszczyły się o niego, spełniając każdą jego zachciankę. Gdy pewnego dnia ugryzła go mrówka i dziecko płakało, wszystkie sto matek podniosło taki lament, że przerażony król przerwał urzędowe spotkanie, które miał ze swymi doradcami i pognał z przerażeniem do domu kobiet.

                Widząc błahość przyczyny alarmu, uspokoił swego syna i gdy opuścił pospiesznie dom kobiet, rzekł do swego domowego kapłana: ‘O braminie, przekleństwem jest posiadanie tylko jednego syna. Żywe istoty są ustawicznie chore i ten, kto ma tylko jednego syna, nie może przestać się o niego martwić i niepokoić. Szczęście moich stu żon i moje bazuje na istnieniu tej jednej, bezbronnej słabej istoty. Powiedz mi, czy istnieje jakiś ryt, który pozwoliłby mi zamienić tego jedynego syna na stu? Jestem gotów wykonać ten ryt bez względu na cenę, którą musiałbym za to zapłacić’.

                Bramin odpowiedział: ‘O królu, istnieje taki ryt, ale nie wiem, czy zechcesz go wykonać. Ryt ten wymaga bowiem złożenia w ofierze twego jedynego syna Dżantu. Jeżeli zgodzisz się na rytualne zabicie swego syna, twe żony, wdychając dym z ognia ofiarnego, w którym spłonie pokrywający jego głowę czepek, urodzą ci setkę bardzo dzielnych synów. Co więcej, nie stracisz naprawdę swego syna Dżantu, gdyż narodzi się on ponownie z tej samej matki jako twój najstarszy syn. Poznasz go po jego złotym znamieniu’.

                Król Somaka rzekł: ‘O braminie, niech stanie się tak, jak mówisz. Przeprowadź ten ryt i zabij dla mnie i złóż w ofierze mego jedynego syna, gdyż nie potrafię się wyrzec mej żądzy posiadania setki synów’.

                Bramin przystąpił więc do wykonania rytu ofiarnego, składając ofiarę z jedynego królewskiego syna, choć sto jego matek z sercami przepełnionymi współczuciem starało się go wyrwać z trzymającego go za lewą rękę kapłana, ciągnąc go za prawą rękę. Mimo przeraźliwego wrzasku kobiet, kapłan wyrwał go z ich uścisku i zgodnie z rytem po ucięciu mu głowy wrzucił do ognia ofiarnego jego czepek i gdy setka żon króla Somaki wdychała dym z ognia ofiarnego, każda z nich poczuła, że jest brzemienna i wkrótce narodziło się z nich stu synów, z których najstarszym był ponownie narodzony Dżantu.

                Po upływie dłuższego czasu kapłan, który wykonał dla króla ten rytuał ofiarny, umarł. Wkrótce potem król Somaka też się pożegnał z życiem i gdy kroczył scieżką prowadzącą wprost do nieba, zobaczył po drodze swego domowego kapłana cierpiącego tortury i smażącego się w strasznym ogniu piekielnym. Zdziwiony zapytał: ‘O braminie, powiedz mi, dlaczego tu się znalazłeś?’ Bramin odpowiedział: ‘O królu, jestem tutaj dlatego, że zabrudziłem się, wykonując dla ciebie rytuał ofiarny, zabijając twego jedynego syna i moje bycie tutaj jest owocem mojego przeszłego działania’. Król Somaka rzekł wówczas do boga umarłych Jamy, zwanego również Królem Prawa: ‘O bogu, pozwól mi wejść do piekieł i uwolnić od cierpienia tego ofiarujacego na mój rozkaz kapłana. To ja powinienem smażyć się w ogniu piekielnym zamiast niego, gdyż to ja jestem przyczyną tego, że on znalazł w piekle”. Jama odpowiedział: „O królu, nikt inny nie doświadcza owocu wyprodukowanego przez własne działanie tylko on sam. Dlatego właśnie widzisz cierpienie swego kapłana i to na co teraz patrzysz, jest owocem twego działania’.

                Król odpowiedział: ‘O Jama, nie pragnę dla siebie żadnych błogosławionych światów, jeżeli mam tam się udać bez towarzystwa mego domowego kapłana. Chcę być tam, gdzie on jest, zarówno w piekle jak i w niebie. Mój czyn był taki sam jak jego i musimy dzielić ze sobą ten sam owoc’. Bóg umarłych odpowiedział: ‘O królu, skoro takie jest twoje życzenie, to niech się stanie tak jak chcesz. Odcierp więc razem z nim skutki jego czynu, który spowodowałeś. Po upływie wymaganego czasu wkroczysz na scieżkę medrców sadhu i zdobędziesz błogosławione światy’.

                Król połączył się więc ze swym domowym kapłanem i nauczycielem, którego darzył miłością w jego piekielnym cierpieniu, aby po upływie odpowiedniego czasu i oczyszczeniu się z grzechu udać się razem z nim do błogosławionych światów, które zdobył własnym działaniem”.

 

8. Pandawowie docierają do brodów Kurukszetry zwanej ołtarzem Brahmy

 

                Wędrując dalej, Pandawowie dotarli do pól wypełnionych gęsto ołtarzami ofiarnymi — do Bram Kurukszetry leżących na krawędzi nieba. Choć na ziemi las Naimisza jest święty, a w przestworzach święty jest bród boga bogów zwany Puszkarą, to we wszystkich trzech światach najświętsze są Pola Kurukszetry rozciągające się na południe od rzeki Saraswati i na północ od Drszadwati. Nawet kurz wywiewany stąd przez wiatr prowadzi tych, co czynią zło ku wyższym światom, a od grzechów uwalnia się już nawet ten, kto zaledwie wyraża swe życzenie, aby tam się udać. Ten kto tam przebywa, mieszka w niebie, gdyż pola te, położone między Tarantuką i Arantuką oraz między jeziorami Ramą i Makakruką, są głównym ołtarzem dziadka wszechświata Brahmy.

                Prorok Lomasa rzekł: „O Królu Prawa, zatrzymajmy się tutaj na noc, gdyż to tutaj otwierają się bramy do Kurukszetry. To tutaj Pradżapati miał swą sesję ofiarną zwaną Isztikra, która trwała tysiąc lat. To tu nad brzegami Jamuny szczęśliwie ukończyli swe rytuały ofiarne liczni prawi królowie. To tutaj ziemia zdaje się tonąć pod licznymi ofiarnymi ołtarzami, na których płonie ogień ofiarny i pod licznymi aktami ofiary. To tutaj znajduje się jezioro Ramy i pustelnia Narajany i bród rzeki Jamuny, Plakszawatarana, nazywany bramą na krawędzi nieba. To tutaj wielcy prorocy po wykonaniu ofiarnego rytuału saraswata, niosąc ze sobą słupki ofiarne, biorą ostatnią kąpiel, porzucając na zawsze swe ciała. To tutaj król Bharata po zdobyciu władzy nad całą ziemią wysyłał swego nakrapianego konia ofiarnego. O królu, wykąp się w tym świętym brodzie, gdyż pozwoli ci to dostrzec wszystkie światy i oczyści cię od zanieczyszczenia złem, które cię dotknęło”.

                Po wykąpaniu się w świętym brodzie, wypełnionym dochodzącymi z wszystkich stron dźwiękami świętych sylab nuconych przez proroków, Judhiszthira rzekł do proroka Lomasy: „O braminie, dzięki temu, co zdobyłem, ćwicząc ascezę, dostrzegam wszystkie światy. I stojąc tutaj dostrzegam mego brata Ardżunę”.

                Lomasa odpowiedział: „O królu, widzisz to, co potrafią dostrzec wielcy prorocy. Spójrz teraz na rzekę Saraswati i na tłum tych, dla którego jest ona ostatnim ratunkiem, oczyszczając ich ze zła, które ich spotkało. To tutaj składają ofiary saraswata prorocy, królowie i kapłani bogów, gdyż to tutaj znajduje się rozciągający się daleko Ołtarz Pradżapatiego, wielkie pole ofiarne Kurukszetry. To tutaj przychodzą tysiącami ludzie, którzy chcą umrzeć , gdyż dawno temu Daksza podczas składanej przez siebie ofiary zarządził, że śmiertelnicy, którzy tu przybędą, aby się umartwiać, udadzą się stąd wprost do nieba”.

 

9. Pandawowie słuchają opowieści o tym jak Indra i Ogień poddali próbie prawość króla Uśinara, przybierając postać jastrzębia i gołębicy i żądając od niego ofiary z samego siebie

 

                Mędrzec Lomasa poprowadził Pandawów dalej w kierunku góry Bhrigutunga i rzek Dżala i Upadżala wpadających do Jamuny, gdzie swą sesję ofiarną prowadził niegdyś prawy król Uśinara i opowiedział im o tym, jak Indra i Ogień poddali próbie jego prawość i jak król ten zdobył szacunek samego Indry.

                Lomasa opowiadał: „O Judhiszthira, pewnego dnia Indra przybrał formę jastrzębia, a Ogień gołębicy i udali się razem na sesję ofiarną króla Uśinara. Gołębica z obawy przed głodem jastrzębia siadła na kolanach króla, szukając u niego obrony.

                Jastrząb rzekł: ‘O królu wychwalany przez wszystkich za swą prawość, nie działaj przeciw Prawu i nie broń tej gołębicy, nie dając mi jej zjeść, choć umieram z głodu’.

                Król odpowiedział: ‘O wielki ptaku, nie mogę uczynić tego, czego ode mnie żądasz. Ta przerażona gołębica siadła na moim kolanie, gdyż chce, abym bronił jej życia. Czy naprawdę nie widzisz tego, że zaniedbałbym mego królewskiego obowiązku i wystąpiłbym przeciw Prawu, gdybym odmówił jej pomocy?’

                Jastrząb rzekł: ‘O strażniku ziemi, czyżbyś zapomniał, że wszystko to, co żywe utrzymuje się przy życiu wyłącznie dzięki jedzeniu. Mój duch opuści mnie, jeżeli będę pozbawiony jadła, a gdy ja padnę, zginie moja żona i syn. Chroniąc życie gołębia, niszczysz nasze życie. Upierasz się przy wierności Prawu, które działa przeciw innemu Prawu, a takie Prawo jest złem. Przemyśl raz jeszcze, który z twoich obowiązków jest ważniejszy i zaniedbanie którego jest gorsze i pójdź za tym obowiązkiem, który nie ciemięży, lecz przynosi dobro’.

                Król odpowiedział: ‘O ptaku, twoje słowa brzmią pięknie. Kim jesteś? Czyżbyś był królem ptaków? Jeżeli tak jest w istocie i subtelności Prawa nie są ci obce, to jak możesz twierdzić, że nie udzielenie pomocy uciekinierowi jest dobrem? Cała twa mowa podyktowana jest twoją żądzą zdobycia jedzenia a nie znajomością Prawa. A przecież jedzenie możesz zdobyć w inny sposób. Jeżeli tylko zechcesz, sam przygotuję dla ciebie posiłek z dzika, jelenia lub nawet bawołu’.

                Jastrząb odpowiedział: ‘O strażniku ziemi, przecież wiesz, że ja nie żywię się mięsem tych zwierząt. Los nie przeznaczył go dla mnie. Wiesz dobrze, że jastrzębie żywią się gołębiami’.

                Król odpowiedział: ‘O królu ptaków szybujący w przestworzach, któremu oddają cześć wszystkie ptaki. To ty rządzisz i sprawujesz opiekę nad moim królestwem. Ty sam więc zadecyduj o wadze Prawa i bezprawia. Kierując się Najwyższym Prawem, powiedz mi, co powinienem uczynić i który ze swoich obowiązków powinienem wybrać, a którego zaniechać’.

                Jastrząb odpowiedział: ‘O królu, jeżeli naprawdę kochasz tę gołębicę i chcesz uratować jej życie i równocześnie nie chcesz pozbawiać mnie mej żywności, utnij taki kawałek własnego ciała, który byłby równy wagą jej ciału i daj mi go, abym mógł nasycić mój głód’.

                Król rzekł: ‘O ptaku, dziękuje za twą radą. Oddałeś mi w ten sposób wielką przysługę. Nie zawaham się bowiem ani przez chwilę, aby własnym ciałem zastąpić ciało tej gołębicy i ratując jej życie, nasycić twój głód’.

                Jak król powiedział tak uczynił, gdyż znał Najwyższe Prawo. Jednakże, choć ze swych nóg wycinał coraz nowy kawałek ciała i kładł go na szali, gołębica ciągle ważyła więcej. W końcu sam z nogami pociętymi do gołej kości wgramolił się na wagę.

                Widząc to, jastrząb rzekł: ‘O królu miłujący Prawo, niech będzie tobie chwała i niech sława twego czynu będzie wieczna! Dowiedz się, że jestem Indrą, a ta gołębica jest Ogniem, który jest nosicielem ofiary. Przyszliśmy tutaj do twej pustelni, gdzie składasz ofiarę, aby zbadać, jak dalece cenisz sobie Prawo’ ”.

                Wysłuchawszy opowieści proroka Lomasy, Pandawowie wykąpali się w kolejnym świętym brodzie i kontynuując swą pielgrzymkę, odwiedzili jeszcze wiele świętych miejsc ofiarnych. Motywowani swą nieodpartą chęcią spotkania swego brata Ardżuny zbliżali się coraz bardziej ku Himalajom, gdzie swego czasu udał się Ardżuna, chcąc zdobyć boską broń potrzebną Pandawom do pokonania synów króla Dhritarasztry w przewidywanej wojnie.


10. Słowniczek Mahabharaty



TLVP
Home
Czytelnia
Book Nook
Mahabharata 23 (po polsku) Mahabharata 25 (po polsku) New! 02.2007
Downloaduj
Mahabharata
w formie PDF
Mahabharata Spis opowieści “Good” Violence versus “Bad” Hymny Rigwedy o stworzeniu świata Napisz
do nas

Napisz do nas