Uff ...  ... > 200!

 
 
 
 
TLVP
Home
 
 
 
 
Czytelnia
Book Nook
 
 
 
 
Mahabharata 235 (po polsku)
 
 
 
 
Mahabharata 237 (po polsku)
 
 
 
 
Downloaduj
Mahabharata
w formie PDF
 
 
 
 
Mahabharata
Spis opowieści
 
 
 
 
“Good” Violence versus “Bad”
 
 
 
 
Hymny Rigwedy o stworzeniu świata
 
 
 
 
Napisz
do nas

Napisz do nas
Maha­bharata

Opowieść 236:

O energii Wisznu i Śiwy

 

opowiada

 

Barbara Mikołajew­ska

 

na podstawie fragmentów Mahābharāta,

Anusasana Parva, Part 2, Sections CXXXIX-CXL,

w angielskim tłumaczeniu z sanskrytu Kisari Mohan Ganguli,

URL: http://www.sacred-texts.com​/hin​/m06​/index.htm


Wydanie I internetowe

Copyright © 2017 by B. Mikołajew­ska
Wszelkie prawa zastrzeżone
Porada techniczna i edytorska: F.E.J. Linton

The Lintons’ Video Press
New Haven, CT
06511 USA


e-mail inquiries: tlvpress @ yahoo . com


Spis treści

 

1. Kryszna wyjaśnia tajemnicę ognia wypływającego z jego ust, który zdumiał riszich

2. Kryszna prosi riszich, aby opowiedzieli mu o czymś zdumiewającym, co widzieli lub o czym słyszeli

3. Narada mówi o ogniu wypływającym z trzeciego oka Śiwy

4. Śiwa wyjaśnia Umie swoją formę

5. Słowniczek Mahabharaty




Kryszna Wasudewa rzekł: „O wielcy riszi, ogień, który wypłynął z mych ust i spalił góry, przypominając swym wielkim splendorem niszczący wszystko ogień Końca Eonu, jest niczym innym niż energią Wisznu. Na widok tej energii nawet wy, którzy macie pełną kontrolę nad swym gniewem i zmysłami, zdobyliście bogactwo umartwień i swą mocą dorównujecie bogom, odczuliście strach i niepokój”.

(Mahābharāta, Anusasana Parva, Part 2, Section CXXXIX)



1. Kryszna wyjaśnienia tajemnicę ognia wypływającego z jego ust, który zdumiał riszich

Judhiszthira rzekł: „O Bhiszma, ty sam zdobyłeś wielką mądrość i poznałeś wszystkie gałęzie nauki. W naszej wielkiej dynastii ty jeden zdobyłeś wszechwiedzę. Czas przyniósł nam obecnie wielką niedolę. Prowadząc wielką wojnę z naszymi kuzynami, doprowadziliśmy do wyniszczania naszego rodu. Nic podobnego nie wydarza się zwykle wśród krewnych i przyjaciół. Ratuj nas, gdyż poza tobą nie mamy obecnie nikogo, kto mógłby udzielić nam właściwych instrukcji! Nawet Kryszna, który jest Narajaną, obdarzonym wszystkim, co pomyślne i czczonym przez wszystkich królów, stoi teraz przy twym łożu oddając ci honory i dając ci pierwszeństwo. Jesteś seniorem naszego rodu i darzysz nas uczuciem, nauczaj nas dalej, mając na uwadze nasze dobro”.

Bhiszma, syn bogini Gangi, z radością wynikłą z jego uczucia dla Pandawów rzekł: „O Judhiszthira, posłuchaj więc opowieści o mocy Wisznu, którą w odległych czasach usłyszałem od swoich nauczycieli. Opowiem tobie również o mocy tego boga, który ma byka na swym proporcu i o jego rozmowie z Umą, dotyczącej moralności.

Ongiś, dawno temu, Kryszna o prawej duszy uczynił ślub, którego realizacja rozciągała się na okres dwunastu lat. Tam, gdzie wykonywał ryt inicjacji, wymagany przed podjęciem przysięgi, przybyli liczni riszi, chcąc go zobaczyć. Wśród nich byli Narada, Parwata, Wjasa, Dhaumja, Kaśjapa, Hastikaśjapa, Dewala, jak i inni riszi, którzy zdobyli samo-kontrolę i sami otrzymali inicjujące ryty. Razem z nimi przybyli ich uczniowie, Siddhowie i liczni asceci, który zgromadzili wiele zasług. Przybyli tam również bogowie i liczni królewscy mędrcy. Kryszna, syn Dewaki, uhono­rował ich rytami gościnności ofiarowanymi tym, którzy są godni pochwały i równi bogom. Gdy riszi usiedli wygodnie na ofiarowa­nych im siedzeniach w rozmaitych kolorach, zielonym, złotym i w kolorze pióropusza pawia, rozpoczęli między sobą rozmowę na tematy dotyczące religii i obowiązku. Nagle wydarzyło się coś prawdziwie niebywałego. Z ust praktykującego umartwienia Kryszny, znanego wszystkim ze swoich heroicznych czynów, buchnęła z potężną siłą energia Narajany w formie ognia, żywiącego się paliwem niewzruszonego spełniania przysięgi. Ogień ten zaczął konsumować góry łącznie z drzewami, pnączami, rozmaitymi roślinami i zamieszkującym je licznym ptactwem, stadami jeleni, gadami i drapieżnikami. Wkrótce ogołocone przez ogień szczyty gór, skąd przez jakiś czas dobiegał żałosny krzyk spalanej zwierzyny, zaczęły przedstawiać sobą żałosny i niepokojący widok. Po spalaniu dokładnie wszystkiego, ogień ten o potężnych płomieniach powrócił do Wisznu, dotykając z szacun­kiem jego stóp, jak posłuszny uczeń dotyka stóp nauczyciela. Kryszna, ten pogromca wrogów, widząc wypalone całkowicie góry, rzucił na nie życzliwe spojrzenie, przywracając je do ich pierwotnego stanu i góry ponownie pokryły się kwitnącymi drzewami i krzewami i zaczęły rozbrzmiewać krzykiem ptaków, jeleni, drapieżników i gadów.

Zgromadzeni wokół Kryszny asceci i riszi patrzyli na ten cud z pełnym pobożności zdumieniem, zgrozą i łzami w oczach. Narajana, widząc to, rzekł: ‘O wielcy asceci i riszi, jesteście wolni o wszelkiej skazy i odziani w moc płynącą z umartwień, skąd się wzięło w waszych sercach to pełne podziwu zdumienie? Jesteście przecież wolni od przywiązania do ziemskich przedmiotów, jak i od idei, że «coś jest moje» i poznaliście wszystkie święte nauki? Wytłumaczcie mi tę wątpliwość, która zrodziła się w waszym umyśle’.

Riszi rzekli: ‘O Kryszna, jesteś Nim, który stwarza świat, jak i Nim, który go niszczy. Jesteś Nim, który jest zarówno wiosną, latem, jak i porą deszczową. Jesteś Nim, który dla wszystkich ruchomych i nieruchomych istot pojawiających się na ziemi jest ojcem, matką, Panem i początkiem. Nasze wielkie zdumienie i lęk zrodził ten ogień, który wypłynął z twoich ust. Wytłumacz nam, czym jest ten ogień i w ten sposób przywróć spokój naszym zaniepokojonym umysłom. Gdy nasz lęk zostanie rozproszony, wyrecytujemy przed tobą wszystko to, o czym słyszeliśmy i co widzieliśmy!’.

Kryszna Wasudewa rzekł: ‘O wielcy riszi, ogień, który wypłynął z mych ust i spalił góry, przypominając swym wielkim splendorem niszczący wszystko ogień Końca Eonu, jest niczym innym niż energią Wisznu. Na widok tej energii nawet wy, którzy macie pełną kontrolę nad swym gniewem i zmysłami, zdobyliście bogactwo umartwień i swą mocą dorównujecie bogom, odczuliście strach i niepokój. Zaiste, ten ogień, który wypłynął z mych ust, jest wynikiem mojego zaangażowania się w realizowanie mojej przysięgi. Jestem bowiem w tej chwili całkowicie oddany spełnia­niu nakazów podjętego przeze mnie ślubu. Uwolnijcie się od lęku, gdyż udałem się w te piękne i przynoszące pomyślność góry w celu wykonania mojej surowej przysięgi a nie w celu zniszczenia świata. Dzięki swoim surowym umartwieniom pragnę zdobyć syna dorównującego mi energią. W rezultacie moich umartwień obecna w moim ciele dusza przybrała formę ognia, który wypłynął z mych ust. Ogień ten udał się przed oblicze dziadka wszechświata Brahmy. Brahma poinformował moją duszę, że połowa energii Boga, który ma byka na swoim proporcu, urodzi się w formie mojego syna. Ogień, wykonawszy swoje zadanie, powrócił do mnie, dotykając mych stóp, jak uczeń, który pragnie mi służyć. Zaiste, uwalniając się od swej zaciekłości, powrócił do mnie w swej właściwej naturze’.

2. Kryszna prosi riszich, aby opowiedzieli mu o czymś zdumiewającym, co widzieli lub o czym słyszeli

Kryszna Wasudewa kontynuował: ‘O riszi, wyjaśniłem wam w skrócie  zagadkę, która ma związek z Nim, który ma Lotos za swój początek (Brahma) i jest wyposażony w wielką inteligencję. Uwolnijcie się więc od niepokoju! Wy sami zdobyliście moc płynącą z umartwień, macie daleko sięgającą wizję i możecie poruszać się po całym wszechświecie. Dzięki swej ascezie zdobyliście wszechwiedzę. Stąd też chciałbym was prosić, abyście opowiedzieli mi o czymś, co jest wielce zdumiewające i o czym słyszeliście lub co widzieliście na ziemi lub w niebie. Bardzo pragnę cieszyć się miodem waszych słów, który jest słodki jak nektar nieśmiertelności. Jeśli chodzi o mnie to, gdy widzę na ziemi lub w niebie coś, co jest wspaniałe i zdumiewające, lecz co jest wam, wyglądającym jak bogowie, nieznane, stwierdzam, że jest to konsekwencją mojej własnej najwyższej natury, której nic nie potrafi zatrzymać. Wszystko, co jest wspaniałe, o czym wiedza zamieszkuje we mnie lub jest przez mnie nabyta, przystaje mi się wydawać cudowne. Jednakże wszystko to, co jest recytowane przez pobożne osoby i co można usłyszeć od tych, którzy są dobrzy, zasługuje na to, aby zostać zaakceptowane z szacunkiem i wiarą. Takie pobożne rozmowy, które pojawiają się na ziemi od najdawniejszych czasów są niezniszczalne, jak litery wyryte w kamieniu. Stąd też pragnę usłyszeć na tym spotkaniu z wami cos, co płynie z ust osób, które są dobre i co nigdy nie zawiedzie w przynoszeniu człowiekowi dobra’ ”.

Bhiszma kontynuował: „O Judhiszthira, słowa Kryszny zdumiały ascetów. Spoglądali na Krysznę o oczach wielkich i pięknych jak płatki lotosu z uwielbieniem. Niektórzy zaczęli go wychwalać, a inni oddawać mu cześć. Wszyscy głosili chwałę tego zabójcy demona Madhu, wypowiadając słowa nieśmiertelnych hymnów Rigwedy. Następnie rzekli, zwracając się do mędrca Narady: ‘O Narada, spełnij życzenie Kryszny i opowiedz mu o tym cudownym i niepojętym wydarzeniu, które miało miejsce na górze Himawat i którego świadkami było wielu z nas udających się tam podczas swej pielgrzymki do świętych brodów. Opowiedz o tym wydarzeniu mając na uwadze dobro wszystkich tu zebranych’ ”.

Bhiszma kontynuował: „O Judhiszthira, i na prośbę ascetów niebiański riszi Narada opowiedział o tym, jak to ongiś, w odległych czasach, ogień wypłynął z trzeciego oka Śiwy, paląc góry i wprawiając wszystkich świadków tego wydarzenia w zdumienie. Posłuchaj jego opowieści.

3. Narada mówi o ogniu wypływającym z trzeciego oka Śiwy

Narada rzekł: ‘O Kryszna, kiedyś, w odległych czasach, Pan wszystkich bogów Mahadewa praktykował surowe umartwienia na szczycie świętej góry Himawat, zamieszkiwanej przez Siddhów i Czaranów. Te wspaniałe góry, porośnięte różnego rodzaju ziołami i ozdobione rozmaitymi rodzajami kwiatów, są miejscem zabaw dla różnych plemion apsar i tłumów rozmaitych upiornych duchów. Wielki Bóg siedział tam pełen radości w otoczeniu setek upiornych duchów, które w oczach widza przybierały różne formy. Niektóre wdawały się wstrętne i niedołężne, inne przystojne, a jeszcze inne wyjątkowo piękne. Wiele z nich miało zwierzęce twarze, niekiedy twarz tygrysa, kiedy indziej lwa lub słonia. Inne miały twarze szakala, lamparta, małpy lub byka, a jeszcze inne sowy, jastrzębia lub rozmaitych gatunków jeleni. Towarzyszyły mu również setki  kimnarów, jakszów, gandharwów, rakszasów i rozmaitych innych żywych istot. Miejsce, które ten wielki Bóg wybrał sobie na schronienie, będące również miejscem schronienia dla riszich, oświetlały niebiańskie promienie światła i zdobiły niezliczone niebiańskie kwiaty. W powietrzu unosił się słodki zapach drzewa sandałowego i dym z palonych kadzidełek, a przestrzeń wypełniał dźwięk niebiańskich muzycznych instrumentów, w rytm których tańczyły zapamiętale zarówno apsary, jak i upiorne duchy i pawie z rozpostartymi piórami. Miejsce to przedstawiało sobą widok niezwykle przyjemny dla oka. Było równie piękne, jak samo niebo i jego słodycz i urok trudno opisać w słowach.

Zaiste, góry te, z wielkim Bogiem praktykującym umartwienia na ich szczycie, rozbrzmiewające dźwiękiem wedyjskich hymnów, nuconych przez braminów i bzyczeniem zbierających miód pszczół, jaśniały niewysłowionym pięknem. Asceci, widząc tego wielkiego Boga o gwałtownej formie, wyglądającego tak odświę­tnie, odczuwali wielką radość. Wszyscy oni, jak i powstrzymujący swe nasienie Siddhowie, Marutusi, Wasu, Sadhjowie, Wiśwadewy, jakszowie, węże, pisaki, różne święte ognie, wiatry i różne inne żywe istoty, przebywali w tych górach zanurzając się w jodze. Obecne tam równocześnie wszystkie pory roku zdobiły góry wszelkiego rodzaju kwiatami. Rozmaite rodzaje ognistych ziół oświetlało porastające góry drzewa i lasy, a gromadzące się na ich zboczach różnego rodzaju ptactwo radośnie świergotało.

Mahadewa z włosami związanymi w ciężki węzeł siedział na jednym z górskich wierzchołków, ozdobionym licznymi minera­łami, jak na wspaniałym łożu. Jego biodra przykrywała skóra tygrysa, a górną część ciała okrywała skóra lwa. Wąż owinięty wokół jego piersi służył mu za świętą nić, a ramiona zdobiły niebiańskie klejnoty angada. Ten wielki Bóg jest zarówno Nim, który w swej przeraźliwej formie wzbudza lęk we wszystkich żywych istotach, jak i Nim, który w swej pomyślnej formie uwalnia żywe istoty od lęku. Jest Nim, który jest czczony przez swych wielbicieli jako ten, którego proporzec zdobi wizerunek byka. Wielcy riszi o wybaczających duszach widząc Mahadewę pokłonili się przed nim, dotykając czołami ziemi. Sama możliwość widzenia tego wielkiego Boga oczyściła ich z wszystkich grzechów. To miejsce odosobnienia, gdzie przebywał ten Pan wszystkich żywych istot, zamieszkałe przez różne przeraźliwe formy o osobliwym pięknie i olbrzymie węże, do których nikt nie śmiał się zbliżyć, dzięki jego obecności w jednym mgnieniu oka stało się wyjątkowo wspaniałe. Siedziba tego wielkiego Boga, co ma byka na swym proporcu płonęła przeraźliwym pięknem.

Do siedzącego na szczycie gór Himawat Mahadewy zbliżyła się jego małżonka Uma, w otoczeniu żon upiornych duchów towarzyszących wielkiemu Bogu, oraz z orszakiem bogiń górskich strumieni o żeńskich imionach, niosących pomyślność. Przybyła tam w podobnym do Śiwy stroju, realizując taki sam ślub. Na swych biodrach trzymała naczynie wypełnione wodą pochodzącą ze wszystkich świętych brodów. Ze swym orszakiem zbliżała się do Śiwy, rozsypując na wszystkie strony kwiaty i rozsiewając wokół słodki zapach perfum. Piękna Uma z uśmiechem na twarzy, pragnąc zażartować, zbliżyła się do Śiwy od tyłu, zakrywając mu swymi pięknymi dłońmi oczy. Natychmiast jak tylko to uczyniła, wszystkie regiony zalała ciemność i życie w każdym zakątku wszechświata zdało się gasnąć. Ogień, w który lano oczyszczone masło w świętym rycie homa, wygasł, a wraz z ogniem ze świata zniknęły święte mantry waszaty. Serca żywych istot opanował smutek i lęk. Zaiste, gdy oczy Pana wszystkich żywych istot były zakryte, cały wszechświat stał się bezsłoneczny. Wkrótce jednak te pokrywające wszystko ciemności zaczęły znikać. Na czole Śiwy ukazało się trzecie oko, ogniste jak drugie słońce. Z jego czoła wypłynął potężny płomień ognia. Zaczął płonąć, jak ogień Końca Eonu spalając góry. Pięknooka Uma, córka Himawata, widząc, co się wydarza, skłoniła pobożnie głowę w pokłonie przed Mahadewą z trzecim okiem, które było jak płonący ogień. Stała wpatrzona w swego Pana. Gdy ogniste płomienie spalały pokrywający góry las nie oszczędzając nikogo, przerażone stada jeleni i innych zwierząt przybiegły tam, gdzie przebywał Śiwa, aby szukać u niego ratunku. Miejsce pobytu Śiwy, z przerażoną zwierzyną wypełniającą sobą prawie całą przestrzeń, miało w sobie przeraźliwe i osobliwe piękno.

W międzyczasie płonący dziko ogień sięgnął nieba, i mając splendor i zmienność błyskawicy oraz świetlistość i moc tuzina słońc, rozprzestrzenił się we wszystkich kierunkach, jak ogień Końca Eonu. W jednym momencie góra Himawat z jej minerałami, szczytami i całą roślinnością, została pochłonięta przez ogień. Córka króla gór, Uma, widząc góry zniszczone i spalone, stanęła przed Mahadewą ze złożonymi dłońmi, szukając u niego obrony. Śiwa widząc, że jego małżonką zawładnął przypływ kobiecej łagodności, i że nie chce widzieć swego ojca Himawata zreduko­wanego do tego żałosnego stanu, rzucił na góry życzliwe spojrzenie i w tym samym momencie góry powróciły do swego pierwotnego stanu i stały się równie piękne jak zawsze, ukazując ponownie swój radosny aspekt. Wszystkie drzewa, jak przedtem, pokryły się kwiatami.

Bogini Uma, która jest we wszystkim doskonała, widząc, że góry odzyskały całe swoje piękno, rzekła do Mahadewy: «O ty, który jest Panem wszystkich żywych istot, wielka wątpliwość zrodziła się w moim umyślne. Rozwiej ją, proszę. Dlaczego na twoim czole ukazało się trzecie oko? Dlaczego góry i wszytko to, co na nich się znajduje, zostało skonsumowane przez ogień? Dlaczego po spaleniu ich najpierw swym ogniem przywróciłeś je do ich pierwotnego stanu, przykrywając je ponownie roślinnością i zwierzyną?»

Śiwa rzekł: «O bogini wolna od wszelkiej niedoskonałości, wszechświat utracił na moment całe światło, stając się ciemny, dlatego że tak nieostrożnie zakryłaś moje oczy swymi dłońmi. Stworzyłem moje trzecie oko, pragnąc ochraniać wszystkie żywe istoty przed ciemnością. A gdy potężna energia tego oka spaliła góry, chcąc cię zadowolić spowodowałem, że powróciły do swego dawnego stanu bez najmniejszego uszczerbku» .

4. Śiwa wyjaśnia Umie swoją formę

Mędrzec Narada kontynuował: ‘O Kryszna, odpowiedź Śiwy zdumiała Umę. Patrząc na formę, którą przybrał, rzekła: «O Bogu z wizerunkiem byka na swoim proporcu, wytłumacz mi, dlaczego twoje twarze, skierowane na wschód, północ i zachód, są równie przyjemne dla oka, jak widok księżyca, i dlaczego ta twarz, która jest skierowana na południe, jest przeraźliwa? Dlaczego twoje włosy w ciemnym kolorycie, związane w ciężki węzeł, unoszą się ku górze? Dlaczego twoja szyja jest równie niebieska, jak pióropusz pawia? Dlaczego zawsze trzymasz w dłoni swój łuk Pinaka? Dlaczego zawsze jesteś brahmacarinem z włosami związanymi w ciężki węzeł? Wytłumacz mi to wszystko. Jestem twoją żoną i pragnę podążać razem z tobą taką samą ścieżką obowiązków. Jestem twoim wielbicielem».

Słowa Umy bardzo zadowoliły potężnego Mahadewę. Rzekł: «O błogosławiona, posłuchaj więc mojego wyjaśnienia, dlaczego moją forma jest taka, jak ją widzisz.

W odległych czasach Brahma stworzył kobietę o imieniu Tilottama, używając do tego celu ziaren piękna, zebranych ze wszystkich pięknych przedmiotów istniejących we wszechświecie. Pewnego dnia ta kobieta o doskonałej formie, nieporównywalnej z niczym, co istnieje we wszechświecie, zbliżyła się do mnie rzeko­mo po to, aby pobożnie mnie okrążyć, lecz faktycznie po to, aby wzbudzić we mnie żądzę. Gdy mnie okrążała, w jakimkolwiek udawała się kierunku, na mej głowie ukazywała się nowa twarz, tak bardzo pragnąłem śledzić każdy jej ruch. To w rezultacie chęci patrzenia na nią, dzięki mocy swej jogi nabyłem formę o czterech twarzach.

Mając cztery twarze, realizuję swoje odmienne funkcje z odpowiednią twarzą. Z twarzą skierowaną ku wschodowi sprawuję władzę nad wszechświatem, a z twarzą skierowaną ku północy igram z tobą. Moja twarz skierowana na zachód jest miła i dobrze wróżąca, gdyż z tą twarzą obdarzam wszystkie żywe istoty szczęściem. Moja twarz skierowana ku południu jest nieprzyjemna i przeraźliwa, gdyż z tą twarzą niszczę wszystkie żywe istoty.

Jeśli chodzi o twoje inne pytania, to dowiedz się, że żyję jak brahmacarin, z włosami związanymi z ciężki węzeł, gdyż pragnę czynić dobro na rzecz wszystkich żywych istot. Trzymam zawsze w dłoni łuk Pinaka, aby móc realizować cele bogów. Moja szyja jest w kolorze niebieskim z tego powodu, że w starożytnych czasach Indra, chcąc zdobyć pomyślność równą mojej, rzucił we mnie swoim piorunem, paląc mi gardło».

Uma rzekła: «O ty, którzy wśród wszystkich żywych istot zajmujesz pierwsze miejsce, wytłumacz mi, dlaczego wybrałeś sobie byka za swój pojazd, choć istnieje wiele innych pojazdów o wielkiej piękności».

Śiwa rzekł: «O bogini, w odległych czasach dziadek wszech­świata, Brahma, stworzył krowę Surabhi, dającą dużo mleka. Z niej z kolei narodziła się ogromna ilość różnych krów, dających mleko słodkie jak nektar nieśmiertelności. Pewnego dnia pewna ilość piany z ust jednego z jej cieląt upadła na moje ciało. Bardzo mnie to rozgniewało i swym gniewem zacząłem przypalać wszystkie krowy, powodując, że zaczęły różnić się kolorem. Wszechwiedzący Brahma, chcąc uciszyć mój gniew, obdarował mnie tym bykiem, który stał się zarówno moim pojazdem, jak wizerunkiem na moim proporcu».

Uma rzekła; «O Śiwa, w niebie istnieje wiele miejsc zamiesz­kiwania, które mają różne formy i charakteryzują się różnym poziomem komfortu i luksusu. Dlaczego więc porzucasz te piękne niebiańskie pałace i zamieszkujesz na terenie krematorium, gdzie płoną setki stosów pogrzebowych, i słychać wycie sępów oraz szakali. Miejsce to wypełnione ciałami w rozkładzie, grząskie od tłuszczu i krwi, pokryte kośćmi umarłych i wnętrznościami, po którym grasują szakale, na pewno nie jest miejscem czystym».

Śiwa rzekł: «O ty o słodkim uśmiechu, zawsze włóczę się po całej ziemi, szukając dla siebie świętego miejsca, gdzie mógłbym zamieszkać. Jednakże nie znajduję miejsca bardziej świętego niż tren kremacji zwłok. Stąd krematorium jest tym jedynym miejscem, ocienionym gałęziami drzewa banianowego i ozdobionym poszar­panymi girlandami kwiatów, które najbardziej cieszy moje serce. Towarzyszące mi liczne upiorne duchy uwielbiają przebywać w takim miejscu. Stąd też krematorium jest dla mnie świętym miejscem zamieszkiwania. Zaiste, wydaje się samym niebem. Ludzie, którzy szukają dla siebie świętych miejsc, wychwalają teren kremacji zwłok, jako najbardziej święty i mający ogromne walory»’ ”.


5. Słowniczek Mahabharaty