Uff ...  ... > 200!

 
 
 
 
TLVP
Home
 
 
 
 
Czytelnia
Book Nook
 
 
 
 

Mahabharata 257 (po polsku)
 
 
 
 
New!
Mahabharata 259 (po polsku)
 
 
 
 
Downloaduj
Mahabharata
w formie PDF
 
 
 
 
Mahabharata
Spis opowieści
 
 
 
 
“Good” Violence versus “Bad”
 
 
 
 
Hymny Rigwedy o stworzeniu świata
 
 
 
 
Napisz
do nas

Napisz do nas
Mahabharata

Opowieść 258:

Ardżuna, podążając za ofiarnym koniem, zmusza żądnych rewanżu królów do uznania zwierzchnictwa Króla Prawa

 

opowiada

 

Barbara Mikołajewska

 

na podstawie fragmentów Mahābharāta,

Aśwamedha Parva, Sections LXXI-LXXXIV,

w angielskim tłumaczeniu z sanskrytu Kisari Mohan Ganguli,

URL: http://www.sacred-texts.com/hin/m06/index.htm


Wydanie I internetowe

Copyright © 2020 by B. Mikołajew­ska
Wszelkie prawa zastrzeżone
Porada techniczna i edytorska: F.E.J. Linton

The Lintons’ Video Press
New Haven, CT
06511 USA


e-mail inquiries: tlvpress @ yahoo . com


Spis treści

 

1. Król Prawa prosi Wjasę i Krysznę o zgodę na wykonanie Ofiary Konia

2. Król Prawa czyni przygotowania do Ofiary Konia i puszcza ofiarnego konia wolno pod ochroną Ardżuny

3. Ardżuna pokonuje potomków zabitych przez niego Trigartów, zmuszając ich do uznania panowania Króla Prawa

4. Ardżuna pokonuje syna króla Bhagadatty, który zginął od jego strzał na polach Kurukszetry

5. Ardżuna pokonuje potomków króla Dżajadrathy, który zginął od jego strzał na polach Kurukszetry

6. Ardżuna walczy ze swym synem Babhruwahaną, królem Manalury, oczyszczając się z grzechu zabicia Bhiszmy

7. Ardżuna pokonuje wnuka króla Dżarasamdhy zabitego przez Bhimę

8. Ardżuna po podporządkowaniu sobie wielu kolejnych królów pokonuje w walce syna Śakuniego

9. Słowniczek Mahabharaty




Wjasa rzekł:O Królu Prawa, masz moje pozwolenie. Czyń więc to, co należy uczynić. Oddaj cześć bogom, wykonując Ofiarę Konia i rozdając obfite dary. Ofiara Konia oczyszcza z wszystkich grzechów. Czcząc bogów tą ofiarą, zostaniesz więc oczyszczony. ... niech koń ofiarny zostanie jeszcze dzisiaj puszczony wolno, aby mógł swobodnie wędrować po całej ziemi właściwie ochraniany, jak to nakazują pisma. ... niech konia ochrania twój brat Ardżuna, który przyszedł na świat po Bhimie. On jest najlepszy wśród łuczników, cierpliwy i zdolny do pokonania wszelkiego oporu. ... On sprawi, aby rumak ten zgodnie z zaleceniami pism pasł się i wędrował po świecie według swej woli. Ten potężny książę o ciemnej skórze i oczach jak płatki lotosu, ten wieki heros i ojciec Abhimanju zdoła ochronić twego ofiarnego konia”.

 (Mahābharāta, Aśwamedha Parva, Section LXXI)



1. Król Prawa prosi Wjasę i Krysznę o zgodę na wykonanie Ofiary Konia.

Gdy przebywający w Hastinapurze Kryszna usłyszał, że Pandawowie są blisko, wyszedł im na spotkanie, biorąc ze sobą swoich ministrów. Po wypełnieniu zwykłych powitalnych formalności Pandawowie, jednocząc się z Wrisznimi, przekroczyli bramy miasta. Szum ich głosów i stukot kół ich rydwanów zdał się rozprzestrzeniać na całą ziemię, niebo i przestworza. Pandawowie z radosnymi sercami w otoczeniu swych doradców i przyjaciół wkroczyli do stolicy, umieszczając wozy ze skarbem króla Marutty na czele.

Zgodnie ze zwyczajem udali się najpierw do niewidomego króla Dhritarasztry i czcząc jego stopy, wypowiadali swoje imiona. Następnie z głębokim szacunkiem powitali królową Gandhari, swoją matkę Kunti, swego wuja Widurę oraz Jujutsu, który był synem króla Dhritarasztry ze służącą. Czczeni wzajemnie przez innych płonęli swym heroicznym pięknem jak ogień. Słysząc o czynie Kryszny i cudownych narodzinach Parikszita, z sercami wypełnionymi wielką radością i z pobożnym zdumieniem chylili głowy i czcili tego syna Dewaki.

Kilka dni po powrocie Pandawów do Hastinapury przybył tam syn Satjawati, bramin Wjasa o wielkiej energii. Wszyscy herosi rodu Kuru czcili wielkiego riszi zgodnie ze zwyczajem. Zaiste, razem z Wrisznimi i Andhakami chylili przed tym mędrcem głowy. Po wymianie uprzejmości i opowieści na różne tematy syn boga Prawa, Judhiszthira, rzekł: „O największy wśród ascetów, całe to bogactwo, które uzyskałem dzięki twej łasce, chciałbym ofiarować w wielkim rycie zwanym Ofiarą Konia. Daj mi na to swoje pozwolenie. Będziemy podążać za tobą i Kryszną”.

Wjasa rzekł: „O Królu Prawa, masz moje pozwolenie. Czyń więc to, co należy uczynić. Oddaj cześć bogom, wykonując Ofiarę Konia i rozdając obfite dary. Ofiara Konia oczyszcza z wszystkich grzechów. Czcząc bogów tą ofiarą, zostaniesz więc oczyszczony”.

Król Kuru Judhiszthira o prawej duszy po uzyskaniu zgody Wjasy nastawił swe serce na uczynienie koniecznych przygotowań do swej ofiary. Chcąc uzyskać również zgodę Kryszny, zbliżył się do niego i rzekł: „O ty, który przewyższasz wszystkie istnienia, bogini Dewaki rodząc ciebie, stała się znana na całym świecie jako najszczęśliwsza matka. O potomku rodu Jadu, spełnij to, o co cię proszę. O potężny, dzięki twej mocy zdobyliśmy wszystkie te przedmioty przyjemności. Cała ziemia została ujarzmiona dzięki twojej waleczności i inteligencji. Niech więc dla ciebie zostaną wykonane ryty inicjacji. Jesteś naszym największym nauczycielem i Panem. Jeżeli to ty wykonasz tę ofiarę, zostanę oczyszczony z wszystkich grzechów. Ty jesteś Ofiarą. Ty jesteś Niezniszczalnym. Ty jesteś Wszystkim. Ty jesteś Prawością. Ty jesteś Pradżapatim. Ty jesteś Celem dla wszystkich. Taki jest mój niepodważalny wniosek”.

Kryszna Wasudewa rzekł: „O pogromco swych wrogów, wypada ci tak powiedzieć. Ty jesteś celem wszystkich żywych istot. Taki jest mój niepodważalny wniosek. Dzięki swej prawości lśnisz dzisiaj wśród herosów swego rodu wielką chwałą. Oślepiasz wszystkich swym światłem. Jesteś naszym królem i jesteś wśród nas najstarszy (Judhiszthira urodził się na ziemi wcześniej niż Kryszna). Za moją niewymuszoną zgodą oddaj cześć bogom w swej ofierze, wyznaczając w niej dla nas odpowiednie zadania do wykonania. Uroczyście ślubuję, że wykonam wszystko to, do czego mnie zobowiążesz. Twoja ofiara, będzie również ofiarą Bhimy, Ardżuny, Nakuli i Sahadewy”.

2. Król Prawa czyni przygotowania do Ofiary Konia i puszcza ofiarnego konia wolno pod ochroną Ardżuny

Judhiszthira o wielkiej inteligencji, syn boga Dharmy, po usłyszeniu tych słów Kryszny rzekł do Wjasy: „O największy z braminów, gdy nadejdzie właściwa godzina na rozpoczęcie ofiary, zainicjuj mnie do niej. Moja ofiara zależy całkowicie od ciebie”.

Wjasa rzekł: „O Królu Prawa, bramini Paila, Jadżnawalkja i ja wykonamy dla ciebie wymagane ryty w miesiącu czajtra (marzec /kwiecień) podczas pełni księżyca. Niech więc zostanie przy­gotowane wszystko to, co jest potrzebne do ofiary. Niech sutowie zorientowani w nauce o koniach i bramini posiadający tę samą wiedzę wybiorą po dokładnym zbadaniu godnego rytu konia, aby zapewnić twej ofierze jej spełnienie. Niech koń ten zostanie puszczony zgodnie z nakazami pism wolno i niech wędruje po całej ziemi aż po opasający ją pierścień oceanu, sławiąc twoje imię”.

Judhiszthira rzekł: „O święty mędrcu, niech tak się stanie”, i wykonał wszystko to, co Wjasa nakazał. Gdy syn boga Dharmy, Judhiszthira, o niezmierzonej duszy zdobył wszystkie przedmioty, potrzebne do ofiary, poinformował o tym Wjasę. Wjasa rzekł: „O Judhiszthira, jesteśmy gotowi do rozpoczęcia inicjacji. Niech drewniany miecz (sphyja), garść trawy kuśa (kurcza) i inne przedmioty, które są potrzebne do twojej ofiary, zostaną zrobione ze złota i niech koń ofiarny zostanie jeszcze dzisiaj puszczony wolno, aby mógł swobodnie wędrować po całej ziemi właściwie ochraniany, jak to nakazują pisma”.

Judhiszthira rzekł: „O wielki asceto, poczyń więc odpowiednie przygotowania umożliwiające koniowi swobodną wędrówkę po całej ziemi. Powiedz mi jednak, kto ma ochraniać tego rumaka, gdy będzie wędrować po ziemi tam, gdzie tylko zechce”.

Wjasa rzekł: „O Judhiszthira, niech konia ochrania twój brat Ardżuna, który przyszedł na świat po Bhimie. On jest najlepszy wśród łuczników, cierpliwy i zdolny do pokonania wszelkiego oporu. Ten niszczyciel Niwatakawaków zdoła podbić całą ziemię. W nim zamieszkuje każda niebiańska broń. Jego ciało w swej wytrzymałości jest niebiańskie, podobnie jak jego łuk i kołczany. Poznał sekrety zarówno religii, jak i bogactwa, i opanował wszystkie nauki. Niech on podąża za tym koniem. On sprawi, aby rumak ten zgodnie z zaleceniami pism pasł się i wędrował po świecie według swej woli. Ten potężny książę o ciemnej skórze i oczach jak płatki lotosu, ten wieki heros i ojciec Abhimanju zdoła ochronić twego ofiarnego konia. Twój brat Bhima jest również obdarzony potężną energią i niezmierzoną siłą. Niech więc on z pomocą Nakuli ochrania królestwo i niech Sahadewa zatroszczy się odpowiednio o wszystkich krewnych zaproszonych do stolicy”.

Król Prawa, Judhiszthira, wypełnił należycie każdy nakaz Wjasy i wyznaczył Ardżunę do opieki nad koniem. Rzekł do Ardżuny: „O herosie, niech koń ofiarny będzie przez ciebie ochraniany. Tylko ty jesteś do tego zdolny. Próbuj jednak unikać wojny z królami, którzy wyjdą ci na spotkanie, wyzywając cię do walki. Staw im czoła, ale równocześnie próbuj ustalić z nimi przyjazne stosunki i zapraszaj ich na mój ryt ofiarny”. Następnie Judhiszthira rozkazał Bhimie i Nakuli ochranianie miasta i za zgodą króla Dhritarasztry rozkazał Sahadewie, aby czekał na przybycie zaproszonych gości”.

Gdy nadeszła godzina inicjacji, wszyscy wielcy kapłani ofiarni zainicjowali Króla Prawa do jego ofiary, wykonując właściwe ryty, a koń wybrany na Ofiarę Konia został zgodnie z nakazami pism puszczony wolno przez samego Wjasę o bezgranicznej energii. Po zakończeniu obrzędu związania zwierząt ofiarnych i dokonaniu inicjacji, syn Pandu, Judhiszthira, o wielkiej energii, stojąc wśród ofiarnych kapłanów z szyją ozdobioną złotą girlandą, jaśniał wielkim blaskiem jak rozpalony ogień. Odziany w czerwono-pomarańczowy jedwab i skórę czarnej antylopy z berłem w dłoni ten syn Dharmy o wielkim splendorze jaśniał jak drugi Pradżapati siedzący na ołtarzu ofiarnym. Wszyscy jego ofiarni kapłani byli podobnie odziani.

Ardżuna, jaśniejąc również jak płonący ogień, stojąc na swym rydwanie zaprzężonym w białe konie, czekał na rozkaz Judhisz­thiry, aby ruszyć w ślad za puszczonym wolno koniem w kolorze czarnej antylopy. Naciągając wielokrotnie swój łuk Gandiwę i osłaniając dłoń rękawicą ze skóry jaszczurki, stał gotowy, aby ruszyć w drogę. Mieszkańcy Hastinapury razem z dziećmi, gromadzili się tłumnie w tym miejscu, chcąc zobaczyć syna Kunti, Ardżunę, w przeddzień jego podróży. Tłum widzów był tak gęsty, że zdawało się, iż ucierając się nawzajem, uwolni ogień. Wielki zgiełk zdawał się wypełniać całą przestrzeń aż do samego nieba. Widzowie krzyczeli między sobą: „Spójrzcie na syna Kunti i tego wspaniałego konia! Zaiste, ten wielki heros idzie krok w krok za tym koniem, uzbroiwszy się w swój słynny łuk”. Takie to słowa dochodziły do uszu Ardżuny. Niektórzy błogosławili go, mówiąc: „O Ardżuna, bogów prosimy o bezpieczną drogę dla ciebie i o twój powrót”. Jeszcze inni mówili :”Choć w tym wielkim tłumie nie możemy Ardżuny zobaczyć, słyszymy przeraźliwy brzdęk jego Gandiwy. O Ardżuna, bądź błogosławiony. Życzymy tobie bezpiecznej drogi i niech lęk nie zamieszka nigdy w twoim sercu. Jesteśmy pewni, że szczęśliwie powrócisz i że będziemy  mogli cię znowu zobaczyć”. Takimi miłymi słowami mieszkańcy Hastinapury żegnali Ardżunę. Wyjazdowi Ardżuny towarzyszył uczeń bramina Jadżnawalkji dobrze zorientowany we wszystkich obrzędach ofiarnych i znawca Wed, wykonując na jego rzecz wszystkie pomyślne ryty. Na rozkaz Judhiszthiry podążało za nim również wielu braminów, wojowników i waiśjów.

Puszczony wolno koń wędrował po całej ziemi zdobytej już przedtem przez Pandawów siłą ich broni. Z północy skierował się ku wschodowi, podporządkowując sobie wielu królów. Za nim powoli podążał wielki wojownik na rydwanie ciągnionym przez białe ogiery. Podczas tej wędrówki konia Ardżuna stoczył wiele bitew z licznymi królami, którzy pragnąc pomścić śmierć swych krewnych w wielkiej wojnie Kaurawów z Pandawami rzucali mu wyzwanie do walki w obronie ofiarnego konia. Ardżuna, musiał walczyć z dziesiątkami tysięcy wojowników, licznymi Kiratami, wspaniałymi łucznikami Jawanów i rozmaitymi innymi plemiona zamieszkującymi ziemię.

3. Ardżuna pokonuje potomków zabitych przez niego Trigartów, zmuszając ich do uznania panowania Króla Prawa

Bitwę z Ardżuną stoczyli wrodzy w stosunku do Pandawów i żądni zemsty synowie i wnukowie Trigartów, których Ardżuna pozabijał w walce na polach Kurukszetry. Wszyscy oni byli znani jako potężni wojownicy na rydwanach. Dowiedziawszy się, że puszczony wolno koń Pandawów wyznaczony na ofiarę przybył do ich królestwa, wdziali na siebie swe zbroje i wyszli Ardżunie na spotkanie. Jadąc na swych rydwanach ciągnionych przez rasowe rumaki, z łukami w dłoni i kołczanami na ramieniu otoczyli ofiarnego konia ze wszystkich stron, próbując go uchwycić. Ardżuna, znając ich intencje i chcąc zgodnie z rozkazem króla Judhiszthiry unikać zabijania krewnych królów, którzy zginęli na polach Kurukszetry, próbował najpierw powstrzymać ich ugodową mową, lecz oni, ignorując jego wezwanie, zasypali go swymi strzałami. Próbując dalej ochłodzić zapał tych wojowników będących we władzy ciemności i namiętności, rzekł ze śmiechem: „O niegodziwcy, przestańcie szukać wojny, życie jest dobrem, którego nie należy zbyt pochopnie porzucać”.

Gdy Trigartowie zlekceważyli również te słowa, wówczas Ardżuna śmiejąc się z pogardą, zasypał niezliczoną ilością strzał ich króla Surjawarmana. W odpowiedzi, tłum Trigartów wypełnia­jąc sobą całą przestrzeń, ruszył z głośnym stukotem kół swoich rydwanów przeciw Ardżunie, a król Surjawarman, ukazując swą zręczność w operowaniu bronią, zasypał go setkami swych prostych strzał. Podobnie uczynili inni wielcy wojownicy, chcąc go zabić, jednakże Ardżuna zniszczył ich strzały swoimi celnymi strzałami, powodując, że upadły na ziemię i widząc zbliżającego się do niego młodszego brata Surjawarmany, pełnego młodzień­czego wigoru Ketuwarmana, zabił go swymi ostrymi strzałami.

Do walki z Ardżuną ruszył wówczas na swym rydwanie wielki wojownik Dhritawarman, zalewając go deszczem strzał. Ardżuna, widząc zręczność młodzieńca w operowaniu łukiem, patrzył na niego z pochwałą. Młodzieniec ten był tak szybki w wyciąganiu strzał z kołczana i wypuszczaniu ich z łuku w kierunku Ardżuny, że prawie nie dawało się to zauważyć i widać jedynie było chmurę lecących w powietrzu strzał. Ardżuna przez moment patrzył z szacunkiem na umiejętności wroga, podziwiając w swym umyśle jego heroizm i zręczność. Z radością walczył z tym młodzieńcem, który był jak rozgniewany wąż. Widząc jego waleczność, nie chciał go zabijać, lecz gdy walczył z nim łagodnie bez użycia całej swej mocy, Dhritawarman wystrzelił ze swego łuku płonącą strzałę, która trafiła go w dłoń, rozluźniając jego uchwyt i jego słynny łuk Gandiwa upadł na ziemię, przypominając swym kształtem łuk Indry (tęczę) widoczny na niebie po deszczu. Na ten widok Dhritawarman wybuchnął głośnym zwycięskim śmiechem. Śmiech ten rozgniewał Ardżunę, który otarł krew z dłoni i uchwyciwszy ponownie swój łuk, zalał Dhritawarmana deszczem strzał. Na ten widok głośny krzyk uniósł się z ziemi, wypełniając całą przestrzeń i sięgając nieba. W taki to sposób żywe istoty oklaskiwały wyczyn Ardżuny. Trigartowie, widząc, jak Ardżuna rozpalił się gniewem, będąc jak sam bóg umarłych Jama na zakończenie jugi, chcąc ratować Dhritawarmana, otoczyli pośpiesznie Ardżunę z wszyst­kich stron, opuszczając swoje stanowiska. Rozgniewany tym Ardżuna wystrzelił ze swego łuku celne, zrobione z twardego żelaza ostrza będące jak strzały Indry, pozbawiając nimi życia osiemnastu największych wojowników Trigartów. Pozostali przy życiu Trigartowie rzucili się do ucieczki, podczas gdy Ardżuna ścigał ich ze śmiechem swymi strzałami będącymi jak rozdraż­nione jadowite węże. Pokonani Trigartowie rzekli do tego zabójcy Samsaptaków: „O Ardżuna, poddajemy się twojej woli i jesteśmy twoimi niewolnikami. Rozkazuj nam. Jesteśmy twoimi sługami. Czekamy na twoje rozkazy”. Słysząc te słowa, Ardżuna rzekł: „O królowie, ocalcie swoje życie i zaakceptujcie panowanie króla Judhiszthiry”.

4. Ardżuna pokonuje syna króla Bhagadatty, który zginął od jego strzał na polach Kurukszetry

Następnie koń ofiarny dotarł do królestwa Pragdżjotiszów, którym władał król Wadżradatta, syn walecznego króla Bhagadatty zabitego przez Ardżunę na polach Kurukszetry i rozpoczął tam swoją wędrówkę. Gdy król Wadżradatta dowiedział się, że koń ofiarny Pandawów przybył do jego królestwa, opuścił pospiesznie swoją stolicę w pogoni za nim. Ardżuna zobaczył go, jak  wracał do stolicy ze złapanym koniem i napinając swój łuk, zaatakował go deszczem swych strzał. Heroiczny syn Bhagadatty, oszołomiony szybkością strzał Ardżuny, uwolnił rumaka i uciekł. Jednakże po powrocie do swej stolicy wdział na siebie zbroję, wsiadł na swego bojowego słonia i ruszył do walki z Ardżuną. Ulegając dziecin­nemu impulsowi, z białym parasolem nad głową, wachlowany mleczno-białym wachlarzem zrobionym z ogona jaka, ponaglając do ataku swego podnieconego walką wojennego słonia wielkiego jak góra i zalewającego ziemię wydzieliną ze skroni i ust, rzucił wyzwanie wielkiemu wojownikowi Pandawów słynącemu ze swych przeraźliwych bitewnych czynów. Słoń Wadżradatty zdolny do walki z przeciwnikiem swego gatunku był wyposażony w broń zgodnie z nakazami dotyczącymi wojennych słoni. Rozwścieczony i nieodparty w bitwie zdawał się być poza wszelką kontrolą. Poganiany przez księcia żelaznym hakiem, zbliżył się do Ardżuny, zdając się spadać prosto z nieba jak latające wzgórze.

Ardżuna, widząc zbliżającego się do niego księcia na swym słoniu, rozgniewał się i choć sam stał na ziemi, zalał go deszczem swych strzał. Rozgniewany Wadżradatta rzucił w kierunku Ardżu­ny lancami o energii ognia przypominającymi w locie pędzącą chmurę szarańczy, jednakże Ardżuna zniszczył je jeszcze w locie swymi szybkimi strzałami, przycinając je na dwie lub trzy części. Syn króla Bhagadatty, widząc swe lance zniszczone, natychmiast zalał Ardżunę nieprzerwanym potokiem innych strzał. Rozgnie­wany Ardżuna z jeszcze większą szybkością odpowiedział chmurą nieprzerwanych strzał ze złotymi lotkami. Wadżradatta o wielkiej energii uderzony  tymi strzałami z ogromną siłą upadł na ziemię. Szybko jednak dosiadł ponownie swego słonia i gorąco pragnąc zwycięstwa, wystrzelił w kierunku Ardżuny nowy strumień swych strzał. Ardżuna odpowiedział licznymi strzałami wyglądającymi jak płomienie ognia i będące jak jadowite węże. Trafiony nimi potężny słoń zalał się krwią, wyglądając jak potężna góra, zalana na wiosnę zabarwionymi na czerwono strumieniami.

Bitwa Wadżradatty z Ardżuną trwała trzy dni i była równie zacięta jak bitwa Indry z Wrtrą. Gdy nadszedł czwarty dzień, Wadżradatta rzekł ze śmiechem: „O Ardżuna, nie uda ci się uciec z życiem! Zabiję cię i w ten sposób wykonam należycie ryt lania wody na rzecz mojego ojca. Mój ojciec, Bhagadatta, który był przyjacielem twojego ojca (tj. Indry), został przez ciebie zabity z racji swego podeszłego wieku. Teraz jednakże walczysz ze mną, choć nie osiągnąłem jeszcze dorosłości i jestem ciągle dzieckiem”.

Wypowiedziawszy te słowa, gniewny król Wadżradatta ruszył ku Ardżunie na swym potężnym słoniu. Ponaglany przez niego słoń zbliżał się do Ardżuny jakby tańcząc z podniecenia i oblewając go prysznicem soków ze swej trąby, ryczał jak potężny grzmot. Jednakże Ardżuna widząc tę zbliżającą się bestię, stał nieporuszony i bez lęku pełen wiary w potęgę swego łuku. Widząc w Wadżradacie przeszkodę na drodze do realizacji swego celu i pamiętając o wrogości Pragdżjotiszów w stosunku do Pandawów, zapłonął strasznym gniewem i deszczem swych strzał zahamował bestię w jej biegu, tak jak skała zatrzymuje fale oceanu. Z ciałem przebitym licznymi strzałami ten król słoni o pięknej formie wyglądał jak jeżozwierz z nastroszonymi kolcami. Wadżradatta, tracąc z gniewu rozum, zasypał Ardżunę mnogością swych ostrych strzał, jednakże Ardżuna zniszczył je szybko swymi strzałami. Gdy płonący gniewem Wadżradatta raz jeszcze skłonił siłą swego słonia wielkiego jak góra do ataku, Ardżuna, widząc zbliżającą się do niego ponownie bestię, wystrzelił w jej kierunku swe ostrze o sile równie potężnej jak płomień ognia. Przebity nim głęboko słoń padł nagle na ziemię, jak szczyt górski uderzony piorunem Indry.

Ardżuna, nie chcąc zabijać młodego króla, rzekł wówczas do Wadżradatty: „O królu, pokonałem cię, lecz uwolnij się od lęku o swoje życie. Król Judhiszthira o wielkiej energii, przydzielając mi zadanie podążania za jego ofiarnym koniem, rzekł: ‘O Ardżuna, nie powinieneś pozbawiać życia królów, którzy wyzwą cię do walki, gdyż tylko w ten sposób zdołasz wykonać swoje zadanie. Nie wolno tez tobie zabijać wojowników walczących po stronie tych królów, jak i ich krewnych i przyjaciół. Po pokonaniu ich powinieneś ich wszystkich zaprosić na moją Ofiary Konia’. Na rozkaz Judhiszthiry nie powinienem więc ciebie zabijać. Powstań więc bez lęku i powróć bezpiecznie do swej stolicy, a gdy nadejdzie dzień pełni księżyca w miesiącu czajtra (marzec/ kwiecień) przybądź na ryt ofiarny Króla Prawa”.

Słysząc te słowa, pokonany przez Ardżunę syn króla Bhagadatty, Wadżradatta, rzekł: „O synu Pandu, niech tak się stanie”.

5. Ardżuna pokonuje potomków króla Dżajadrathy, który zginął od jego strzał na polach Kurukszetry

Następnie doszło do wielkiej bitwy między Ardżuną i setkami Saindhawów, którzy przeżyli rzeź swego klanu na polu Kuru­kszetry. Wojownicy ci, słysząc o tym, że ten słynny Pandawa na rydwanie ciągnionym przez białe ogiery zbliża się do ich królestwa, nie mogli tego znieść. Przeraźliwi jak jadowite węże bez lęku przed młodszym bratem Bhimy, Ardżuną, złapali ofiarnego konia, gdy przekroczył ich granice. Zbliżając się do ofiarnego konia, zaatakowali z bliska Ardżunę, który stał na ziemi uzbrojony w swój łuk. Pokonani poprzednio przez niego na polu Kurukszetry i żądni zwycięstwa, otoczyli go ze wszystkich stron. Ogłaszając swe imiona, ród i bohaterskie czyny, zalali Ardżunę deszczem swoich strzał o wielkiej energii zdolnymi do zabicia słonia. Z wysokości swych rydwanów zasypywali strzałami tego stojącego na ziemi herosa, który zniszczył Samsaptaków, Niwatakawaków i zabił króla Dżajadrathę. Z tysiącem swych rydwanów i dziesiątką tysięcy koni otoczyli go z wszystkich stron jak zwierzę w klatce, głosząc swój triumf. Wspominając śmierć króla Dżajadrathy, zalewali go ulewą strzał tak jak chmura monsunowa zalewa ziemię deszczem. Ardżuna zatopiony w tym deszczu strzał wyglądał jak słońce przykryte chmurami. W tej powłoce ze strzał wyglądał jak ptak zamknięty w klatce. Widok ten wywołał głośne lamenty dochodzące ze wszystkich trzech światów, a słońce straciło cały swój blask. Zaczął wiać przeraźliwy wiatr, a demon Rahu połknął równocześnie zarówno słońce, jak i księżyc. Liczne meteory uderzyły w słoneczny dysk, rozsypując się w różnych kierunkach. Królewska góra Kailasa drżała, a siedmiu starożytnych mędrców, jak i wszyscy inni niebiańscy mędrcy przeniknięci lękiem i dotknięci smutkiem głęboko wzdychali. Przeszywające nieboskłon meteory uderzały również w księżyc. Dym wypełnił przestrzeń we wszystkich kierunkach nadając jej dziwny wygląd. Czerwonawe chmury przecięte łukiem Indry (tęczą) z igrającymi między nimi błyskawicami pokryły nagle całe niebo, oblewając ziemię krwawym deszczem. Cała przyroda przybrała groźny wygląd, gdy ten wielki heros został zasypany deszczem strzał wroga.

Ardżuna spowity gęstą chmurą strzał stracił orientację. Jego łuk Gandiwa upadł na ziemię z rozluźnionego uścisku jego dłoni, jak i osłaniająca dłoń skóra. Na ten widok atakujący go wojownicy Saindhawów, nie tracąc ani chwili czasu na namysł, zasypali go ponownie gradem swych strzał. Przerażeni bogowie, myśląc, że Ardżuna stracił świadomość, mając na uwadze jego dobro, zaczęli recytować błogosławieństwa. Siedmiu starożytnych mędrców, jak i inni niebiańscy mędrcy, pragnąc zapewnić Ardżunie zwycięstwo, oddali się bezgłośnej recytacji. Dzięki tej niebiańskiej interwencji energia Ardżuny rozpaliła się na nowo i ten wielki heros o wielkiej inteligencji znający każdą niebiańską broń stawił czoła swym wrogom nieporuszony jak góra. Dźwięk naciąganej wielokrotnie cięciwy jego niebiańskiego łuku przypominał odgłos jakiejś potężnej maszyny. Nieustraszony Ardżuna zalewał wroga setkami strzał, tak jak Indra zalewa ziemię deszczem. Pod całunem tych strzał wojownicy Saindhawów razem ze swymi przywódcami przebijani jego niezliczonymi strzałami stali się niewidzialni, tak jak drzewa zaatakowane przez szarańczę. Przerażeni już samym dźwiękiem Gandiwy rzucili się do ucieczki, głośno lamentując. Ardżuna, przeszywając wroga swymi strzałami, poruszał się w tłumie wroga z szybkością pierścienia ognia. Tak jak władający piorunem Indra, tak Ardżuna wystrzeliwując swe strzały we wszystkich kierunkach, stwarzał tym widok prawdziwie magiczny. Przeszywając swymi strzałami otaczającego go wroga, wyglądał równie olśniewająco jak jesienne słońce rozpraszające chmury swymi promieniami.

Gdy Ardżuna uzbrojony w swój łuk Gandiwę po rozproszeniu wroga stał na polu bitewnym nieporuszony jak król gór Himawat, rozgniewani wojownicy Saindhawów zgromadzili się ponownie i zasypali go gradem strzał. Ardżuna, widząc ten wysiłek wroga znajdującego się już na granicy śmierci, roześmiał się i rzekł: „O wojownicy, walczycie z całą swą mocą, pragnąc mnie zabić. Czy potraficie jednak uchronić się przed grożącym wam niebez­pieczeństwem? Spójrzcie, jak walcząc sam jeden przeciw wam wszystkim, niszczę wasze strzały moimi strzałami. Pohamujcie się lepiej w swym wojennym zapale, gdyż wkrótce zadławię waszą pychę”.

Ardżuna, wypowiedziawszy te słowa w gniewie, przypomniał sobie jednak o słowach swego najstarszego brata Judhiszthiry, który rzekł: „O Ardżuna, nie powinieneś zabijać tych wojowników, którzy wyzwą cię do walki. Powinieneś ich jednak pokonać”. Pomyślał: „Nie mogę uczynić czegoś, co byłoby niezgodne z poleceniem mojego brata. Nie wolno mi zabijać tych atakujących mnie wojowników. Muszę postąpić zgodnie z jego słowami”.

Uczyniwszy takie postanowienie, rzekł do tych zaciekłych wojowników: „O Saindhawowie, posłuchajcie moich słow. Nie chcę was zabijać, choć mnie atakujecie. Podaruję więc życie każdemu z was, kto przyzna, że został przeze mnie pokonany i jest gotowy poddać się mojej woli. Uczyńcie więc to, co  mówię i co jest dla was najbardziej korzystne. Postępując w inny sposób, sprowadzicie na siebie strach i nieszczęście”.

Wypowiedziawszy te słowa do tych odważnych wojowników, płonący gniewem Ardżuna podjął z nimi na nowo walkę. Jego wrogowie, pragnąc zwycięstwa, byli równie rozjuszeni i zasypali go setkami tysięcy swych prostych strzał z lotkami zrobionymi z pióra ptaka kanki groźnymi jak jadowite węże, lecz Ardżuna po zniszczeniu ich strzał przeszył każdego z nich swoją ostrą strzałą. Wówczas oni, przypominając sobie o tym, że to Ardżuna zabił ich króla Dżajadrathę, rzucili w niego oszczepami z ogromną siłą, lecz on zniszczył je jeszcze w locie i rozgniewany swymi strzałami o szerokich ostrzach obciął głowy wielu wojowników, którzy ruszyli z impetem w jego kierunku z pomrukiem gniewu i żalu przypo­minającym ryk oceanu. Część Saindhawów rzuciła się do ucieczki, inni kontynuowali atak, a jeszcze inni stali osłupiali bez ruchu. Zabijani przez Ardżunę walczyli z nim z całą mocą swych sił i umiejętności. Podczas tej bitwy Ardżuna swymi ostrymi strzałami pozbawił zmysłów wielu wojowników.

Słysząc o tym pogromie, żona króla Dżajadrathy, córka króla Dhritarasztry i siostra Ardżuny, Duhśala, mając na uwadze dobro Saindhawów, udała się na pole bitewne, trzymając w ramionach swego wnuka, którego ojcem był syn Dżajadrathy. Przybyła przed oblicze Ardżuny swym pojazdem, zalewając się łzami. Widząc ją, Ardżuna odłożył swój łuk i powitawszy ją właściwie, zapytał, co może dla niej uczynić.

Królowa rzekła: „O Ardżuna, ten chłopiec, którego trzymam w ramionach, jest wnukiem twojej siostry i kłania się przed tobą. Spójrz na niego”.

Ardżuna, spojrzawszy na chłopca, zapytał: „O Duhśala, gdzie jest ojciec tego chłopca?”

Duhśala rzekła: „O Ardżuna, bohaterski ojciec tego chłopca i mój syn zmarł w wielkim moralnym cierpieniu z powodu śmierci swego ojca króla Dżajadrathy, którego zabiłeś w wojnie na polu Kurukszetry. Gdy usłyszał, że przybywasz do jego królestwa, podążając za ofiarnym koniem, upadł na ziemię, oddając ostatnie tchnienie. Cierpiąc głęboko z powodu śmierci swego ojca, na wieść o twoim przybyciu, wolał pożegnać się z życiem zamiast walczyć z tobą, jego bliskim krewnym. Widząc go leżącego bez ducha na ziemi, wzięłam w ramiona jego syna i przybyłam tutaj przed twoje oblicze, aby prosić cię o jego ochronę”.

Wypowiedziawszy te słowa, głęboko zatopiona w swym cier­pieniu, zaczęła lamentować. Ardżuna stał przed swoją siostrą ze spuszczonym ku ziemi wzrokiem i bolejącym sercem. Duhśala mówiła: „O Ardżuna, spójrz na mnie, twoją siostrę. Spójrz na tego chłopca, wnuka twojej siostry. Znasz doskonale całe Prawo. Miej więc litość dla tego dziecka, zapominając o grzechach niego­dziwego Durjodhany, jak i podłego króla Dżajadrathy. Tak jak Parikszit został spłodzony przez twojego syna Abhimanju, tak ten chłopiec został spłodzony przez mojego syna Surathę. Biorąc go w ramiona, przyszłam tu do ciebie z myślą o bezpieczeństwie wszystkich wojowników. Posłuchaj moich słów. To dziecko twojego wroga pragnie cię zadowolić i chyląc przed tobą głowę, prosi cię o pokój. Ukaż mu swoje współczucie! Bądź zadowolony z tego chłopca, którego przyjaciele i krewni zostali zabici, a on sam jest zbyt mały, żeby wiedzieć o tym, co się wydarzyło. Pohamuj swój gniew. Ukaż swoją łaskę w stosunku do tego chłopca, zapominając o jego haniebnym i okrutnym dziadku, który tak ciężko was obraził”.

Ardżuna, myśląc o królu Dhritarasztrze i królowej Gandhari opłakujących śmierć swoich synów, rzekł do Duhśali ze smutkiem, krytykując przez chwilę postępowanie wojowników: „O Duhśala, hańba Durjodhanie, tej podłej istocie zazdrosnej o królestwo i pełnej próżności! To z jego powodu jego działań zostałem zmuszony do wysłania wszystkich naszych krewnych do królestwa boga umarłych Jamy”.

Po wypowiedzeniu tych słów Ardżuna skłonny do pokoju próbował pocieszyć swoją siostrę na różne sposoby. Serdecznie ją uściskał i poprosił o powrót do pałacu. Duhśala o pięknej twarzy nakazała swym wojownikom zaprzestanie walki i oddając cześć Ardżunie, powróciła do pałacu. Ardżuna z kolei po pokonaniu heroicznych wojowników Saindhawów i zawarciu z nimi pokoju ruszył w dalszą drogę, podążając śladem ofiarnego konia, tak jak ongiś Mahadewa, który po zniszczeniu ofiary Dakszy podążał śladem ofiary, która przybrała formę jelenia. Puszczony wolno koń ofiarny Judhiszthiry wędrował dalej po całej ziemi ochraniany przez bohaterskie czyny Ardżuny.

6. Ardżuna i walczy ze swym synem Babhruwahaną, królem Manalury oczyszczając się z grzechu zabicia Bhiszmy

Po upływie pewnego czasu koń ofiary Pandawów zawędrował do królestwa Manalury. Jego władca król Babhruwahana, wnuk króla Citrawahany i syn jego córki Citrangady z Ardżuną (zob. Mahabharata, księga I, Adi Parva, opow. 10, p. 4), słysząc o tym, że jego ojciec Ardżuna przebył do jego królestwa, pełen pokory wyszedł mu na spotkanie, biorąc ze sobą grupę braminów i wioząc powitalne dary. Ardżuna nie był jednak z tego zadowolony. Rzekł z gniewem do swego syna: ”O królu, twoje postępowanie jest niezgodne z dharmą wojownika. Przybyłem do twojego królestwa jako obrońca konia ofiarnego króla Judhiszthiry, powinieneś więc podjąć ze mną walkę, widząc że przekroczyłem granice twojego kraju. Hańba tobie, twoje rozumowanie jest błędne. Twoje postępowanie byłoby słuszne tylko wtedy, gdybym przybył do ciebie nieuzbrojony. Hańba tobie, który witasz mnie pokojem, gdy przybywam do ciebie z intencją walki. W ten sposób zachowujesz się jak kobieta”.

Inna żona Ardżuny, Ulupi, córka króla wężów (zob. Mahab­harata, księga I, Adi Parva, opow. 10, p. 3), słysząc te słowa Ardżuny, i widząc jego syna przygnębionego i stojącego ze spuszczoną głową, przebiła się z zamieszkiwanych przez węże podziemnych regionów na powierzchnię ziemi. Ta córka węża o pięknych kończynach znająca doskonale obowiązki wojownika rzekła do prawego króla Babhruwahany: „O królu, jestem córką króla wężów i jako żona Ardżuny jestem jedną z twoich matek. Posłuchaj mnie i postąp zgodnie z moimi słowami, gdyż w ten sposób zdobędziesz najwyższe zasługi. Podejmij walkę ze swym ojcem, gdyż tylko w ten sposób go zadowolisz”.

Po wysłuchaniu słów swej matki król Babhruwahana podjął decyzję walki. Ubrawszy swą zbroję z jasnego złota i królewskie nakrycie głowy, wsiadł do swego wspaniałego rydwanu wyposa­żonego w setki pełnych strzał kołczanów i ciągnionego przez rumaki mające szybkość umysłu. Rozkazując znawcom koni, aby pochwycili ofiarnego konia ochranianego przez Ardżunę, ruszył do walki ze swym ojcem. w swym rydwanie o wspaniałych kołach ozdobionym licznymi ornamentami oraz proporcem z wizerun­kiem złotego lwa. Widok ten ucieszył Ardżunę, który, stojąc na ziemi, zaczął stawiać opór zbliżającemu się ku niemu na swym rydwanie synowi, który zasypał go ostrymi strzałami groźnymi jak jadowite węże. Ta wielka bitwa ojca z synem nie miała sobie równych, przywodząc na myśl dawną walkę bogów z asurami. Każdy z nich był zadowolony, mając drugiego za przeciwnika. W ferworze walki król Babhruwahana, śmiejąc się, przeszył ramię Ardżuny swą ostrą strzałą. Ta wyposażona w pióra strzała zagłębiła się w jego ciele jak wąż w mrowisku i przebijając syna Kunti, zakopała się głęboko w ziemi. Ardżuna pod wpływem silnego bólu stał przez chwilę nieruchomo, wspierając się na swym słynnym łuku. Szukając oparcia w swej niebiańskiej energii, zdawał się być bez życia. Odzyskawszy po chwili zmysły, ten syn Indry o wielkim splendorze rzekł do króla Babhruwahany: „O synu Citrangady, widząc twój wojenny wyczyn, jestem z ciebie bardzo zadowolony. Wspaniale, wspa­niale! Wystrzelę teraz w twoim kierunku moje strzały. Walcz!”

Ardżuna zasypał gostrzałami groźnymi jak piorun Indry, lecz waleczny Babhruwahana natychmiast je zniszczył, przecinając je swymi strzałami na dwie lub trzy części. Ardżuna w odpowiedzi swą ostrą strzałą zniszczył proporzec na jego rydwanie ozdobiony złotem, przypominający złote drzewo palmowe i następnie, śmiejąc się, zabił jego konie wyróżniające się swym rozmiarem i szybkością. Rozpalony gniewem król Babhruwahana porzucił swój bezużyteczny rydwan i kontynuował walkę ze swym ojcem, stojąc na ziemi. Ardżuna zadowolony z męstwa swego syna, zasypał go strzałami, nie chcąc jednak nadmiernie udręczać swego syna. Babhruwahana myśląc, że Ardżuna nie jest już w stanie stawić mu dłużej czoła, zalał go setkami strzał groźnych jak jadowite węże i kierując się swoją chłopięcą pychą z wielką siłą przebił pierś swego ojca ostrą strzałą wyposażoną w skrzydła. Strzała, przeszywając jego ciało, sprawiła mu ogromny ból i Ardżuna, tracąc zmysły, upadł na ziemię. I gdy ten wielki heros leżał na ziemi, jego syn Babhruwahana z ciałem poranionym jego strzałami, myśląc, że go zabił, zachwiał się pod ciężarem żalu i również upadł w objęcia ziemi, tracąc zmysły.

Królowa Citrangada, słysząc, że zarówno jej mąż Ardżuna, jak i jej syn Babhruwahana leżą na ziemi bez ducha, gnana niepokojem udała się na pole bitewne, gdzie łkając żałośnie i drżąc na całym ciele, zobaczyła swego zabitego przez jej syna męża. Zatopiona w żalu i lamentach padła obok niego na ziemię bez zmysłów. Gdy po chwili odzyskała świadomość, zobaczyła przybyłą tam córkę króla wężów Ulupi o niebiańskiej urodzie. Rzekła do niej: „O córko króla wężów, spójrz na naszego zawsze zwycięskiego męża zabitego za twoją namową przez mojego syna o czułych oczach. Spójrz na to, co uczyniłaś, zachęcając mego syna do walki. To z powodu twojego uczynku, nasz mąż leży teraz na ziemi martwy. Czyż nie należysz do ludzi godnych szacunku? Czyż nie znasz Prawa (dharmy)? Czyż nie jesteś oddaną swemu mężowi żoną? Błagam cię, wybacz mu wszystkie uchybienia, jeżeli uczynił jakieś w stosunku do ciebie. Błagam cię, zwróć mu jego życie. Wiesz przecież, czym jest pobożność i jesteś znana we wszystkich trzech światach ze swych cnót. Dlaczego więc po zachęceniu mego syna do zabicia twego męża, nie zasmuca cię jego śmierć? Nie opłakuję śmierci mego syna, płaczę nad śmiercią mojego męża, którego mój syn w ten sposób ugościł”.

Po wypowiedzeniu tych słów skierowanych do córki króla wężów, Ulupi, Citrangada zbliżyła się do miejsca, gdzie leżał Ardżuna i zwracając się do niego, rzekła: „O mężu, powstań! To ty zajmujesz pierwsze miejsce w sercu Króla Prawa, Judhiszthiry. Nie zaniedbuj więc jego ofiarnego konia, którego puściłam wolno. Powinieneś za tym koniem podążać. Dlaczego więc leżysz tutaj bez ruchu na ziemi? Mój życiowy oddech zależy od ciebie. Jakże więc jest możliwe to, abyś ty, który dajesz innym życiowe  oddechy, mógł sam go dziś porzucić?”

Citrangada, zwracając się ponownie do Ulupi, kontynuowała: „O Ulupi, spójrz na swego męża leżącego bez ducha na ziemi! Jak możesz nie rozpaczać, spowodowawszy jego śmierć swymi słowami skierowanymi do mojego syna, który również zamiast spać spokojnym snem, leży teraz martwy na ziemi obok swego ojca. Nich on zwany Ardżuną-łucznikiem (Gudakesza) powróci do życia! Ardżuna miał kilka żon. Posiadanie wielu żon nie jest grzechem. Tylko kobietom nie wolno mieć więcej niż jednego męża. Nie bądź więc zazdrosna i mściwa. Małżeństwo zostało zarządzone przez Najwyższego i jest wieczne i niezmienne. Oddaj się więc w pełni temu związkowi i niech twoje małżeństwo z Ardżuną będzie spełnione. Jeżeli jeszcze dzisiaj nie przywrócisz życia swojemu mężowi zabitemu przez mojego syna, wyrzeknę się moich życiowych oddechów. Pogrążona w rozpaczy i pozbawiona zarówno męża, jak i syna jeszcze dzisiaj na twoich oczach rozpocznę prowadzący do śmierci wielki post praja” .

Citrangada, wypowiedziawszy te słowa, zamilkła i siedząc bez ruchu, rozpoczęła swój post. Wzięła na kolana stopy swego męża i ciężko wzdychając, modliła się również o powrót do życia swego syna. Chwilę później król Babhruwahana odzyskał świadomość, i zobaczył swoją matkę siedzącą w ten sposób. Rzekł: „O matko, sprawiasz mi ból swoim widokiem! Czy może być dla mnie coś boleśniejszego od widoku mojej przywykłej do luksusu matki leżącej na nagiej ziemi obok martwego ciała swego heroicznego męża? O biada mi, ten niepokonany pogromca wroga i największy wśród wojowników został przeze mnie zabity! Człowiek nie może widać umrzeć, zanim nie nadejdzie właściwy na to czas, skoro ani moja matka, ani ja sam nie padliśmy martwi na ten widok. Serce mojej matki musi być z kamienia, skoro nie pękło na widok jej walecznego męża o potężnych ramionach leżącego bez ducha na ziemi. O biada mi biada, złota zbroja tego największego herosa Kuru zabitego świadomie przeze mnie, jego syna, zsunęła się z jego ciała przebita moją strzałą.

O bramini, biada mi, spójrzcie na mojego heroicznego ojca leżącego na swym łożu herosa. Choć podążał za ofiarnym koniem żegnany błogosławieństwami, leży teraz martwy na ziemi zabity przeze mnie, jego syna. Wyznaczcie pokutę dla okrutnego i grzesznego nieszczęśnika takiego, jak ja, który zabił swojego ojca. Zasługuję na największe cierpienie, wędrując po ziemi z zakrytą twarzą i czaszką mego ojca na głowie, praktykując najsurowszą ascezę. Po zabiciu ojca nie ma dla mnie łagodniejszej pokuty.

O Ulupi, córko króla wężów! Spójrz na swojego męża, który został przeze mnie zabity! Zaiste, zabijając go, dokonałem tego, czego chciałaś. Jeszcze dziś pójdę jego śladem, nie potrafię bowiem znaleźć dla siebie pocieszenia. Ciesz się więc, widząc dziś mnie i mego ojca w uścisku śmierci. Przysięgam ci, że jeszcze dziś wyrzeknę się swego życiowego oddechu”.

Głęboko zasmucony dotknął wody i wykrzyknął w rozpaczy: „O wszystkie ruchome i nieruchome istnienia oraz ty matko, córko króla wężów, posłuchajcie mnie! To, co powiem, spełni się. Jeżeli ten najlepszy wśród ludzi, Ardżuna, mój ojciec, nie powstanie, wysuszę swe ciało postem, siedząc na polu bitewnym bez ruchu. Dotknięty grzechem zabicia swego ojca,  nie ucieknę przed piekłem. Z grzechu zabójstwa heroicznego wojownika, oczyszcza dar setki krów. Mój grzech zabicia ojca jest jednakże tak straszny, że nie ma dla mnie ratunku. Ardżuna, syn Pandu, był herosem o wielkiej energii i prawej duszy. On dał mi istnienie. Cóż więc mogło by mnie uratować po spowodowaniu jego śmierci?” Wypowiedziawszy te słowa, król Babhruwahana zamilkł, ślubując surowy post aż do utraty życia.

Gdy król Manalury i jego matka porażeni smutkiem siedzieli bez ruchu na ziemi z intencją zagłodzenia się na śmierć, córka króla wężów Ulupi pomyślała o klejnocie samdżiwanam, który miał zdolność ożywienia zmarłego. Klejnot ten lojalny w stosunku do wężów natychmiast się przed nią pojawił. Ulupi uchwyciła go w dłonie i rzekła słowa sprawiające radość stojącym na polu bitewnym wojownikom „O królu Manalury, powstań i przestań rozpaczać. Syn Pandu nie został przez ciebie pokonany. Tego herosa nie zdołają pokonać ani ludzie, ani bogowie z Indrą na czele. Uległeś iluzji zwodzącej twoje zmysły, której użyłam, aby zadowolić twego ojca, który przybył tutaj, chcąc wyzwać cię do walki i w ten sposób poddać testowi twoją odwagę. Z tego też powodu zachęcałam cię do podjęcia walki. Nie przypisuj więc sobie żadnej winy z powodu tego, że podjąłeś jego wyzwanie. Twój ojciec jest starożytnym riszim (Narą) o wielkiej energii, wiecznym i niezniszczalnym. Nawet król bogów Indra nie zdoła go pokonać. Spójrz na ten przywołany tutaj przeze mnie niebiański klejnot, który podobnie jak napój nieśmiertelności przywraca do życia węże. Umieść ten klejnot na piersi swego ojca. Zobaczysz go wówczas powracającego do życia”.

Bezgrzeszny Babhruwahana poruszony miłością do swego ojca położył ten niebiański klejnot na piersi syna Pandu o niezmie­rzonej energii. Jak tylko klejnot dotknął jego piersi, Ardżuna otworzył oczy i powstał jak osoba obudzona ze snu. Król Babhruwahana, widząc swego ojca powracającego do życia, oddał mu cześć. Gdy ten wielki heros obudził się z głębokiego snu śmierci, ukazując wszystkie pomyślne symptomy życia, Indra oblał ziemię deszczem kwiatów. Nieuderzane przez nikogo bębny wydawały z siebie dźwięki przypominające ryk chmur burzowych. Z niebios dochodził pełen zachwytu wielogłosowy krzyk: „Wspaniale, wspaniale!”

Potężny Ardżuna powstał z ziemi, objął syna, wdychając z radością jego zapach. Gdy zobaczył siedzącą w pewnej odległości od nich na ziemi jego zasmuconą matkę przebywającą w towarzystwie w towarzystwie Ulupi zapytał: „O synu, dlaczego wszystko to, co obecne na tym polu bitewnym zdaje się wyrażać zarówno smutek, jak i pobożne zdumienie i wielką radość. Jeżeli znasz tego przyczynę, wytłumacz mi to. Dlaczego przybyły tutaj moja matka, jak i córka króla wężów, Ulupi? Pamiętam, że na mój rozkaz walczyłeś ze mną, lecz dlaczego przyszły tutaj te kobiety?” Babhruwahana, schylając pobożne przed swym ojcem głowę, rzekł: „O Ojcze, zapytaj o to Ulupi”.

Ardżuna, zwracając się do Ulupi, rzekł: „O córko króla wężów o doskonałych kończynach, co cię tutaj sprowadza i co jest przyczyną przybycia na pole bitewne matki króla Manalury? Czy jesteś przyjaźnie nastawiona do króla Manalury? Czy masz też na uwadze moje dobro? Mam nadzieję, że ani Babhruwahana, ani ja nie zraniliśmy cię nieświadomie. Mam też nadzieję, że Citrangada, córka króla Citrawahany i jedna z moich żon nie uczyniła tobie przypadkowo czegoś złego?”

Ulupi odpowiedziała z uśmiechem: „O potężny, ani ty mnie nie obraziłeś, ani król Babhruwahana, ani jego matka, która będąc twoją młodszą żoną, służy mi zawsze jako pokojówka. Posłuchaj, jak do tego wszystkiego doszło. Nie powinieneś się z tego powodu na mnie gniewać. Zaiste, chyląc przed tobą z czcią głowę, pragnę cię zadowolić. Wszystko to uczyniłam dla twojego dobra. Posłu­chaj więc o tym, co zrobiłam.

W wielkiej bitwie z Kaurawami na polach Kurukszetry zabiłeś syna króla Śamtanu, Bhiszmę, w występny sposób. Dzięki mojemu uczynkowi odpokutowałeś za ten grzech. Nie pokonałeś Bhiszmy, w uczciwej walce. Zabiłeś go podstępnie, gdy był zaangażowany w walkę z Śikhandinem (zob. Mahabharata, księga VI Bhiszma Parva, opow. 76, p. 9). Zabiłeś go, bazując na pomocy Śikhandina. Gdybyś umarł przed odpokutowaniem za ten grzech, bez wątpienia wpadłbyś do piekła. Jednakże dzięki walce ze swym synem i jego celnym strzałom oczyściłeś się z tego grzechu. Usłyszałam kiedyś, jak bogowie Wasu ogłosili podczas rozmowy z boginią Gangą, że tak się stanie. Posłuchaj o tym wydarzeniu.

Po powaleniu Bhiszmy przez ciebie na ziemię bogowie Wasu, kąpiąc się w świętych wodach Gangesu, wezwali boginię tej rzeki Gangę (Bhagirathi) i rzekli do niej te straszne słowa: ‘O bogini, twój syn Bhiszma został zabity występnie przez Ardżunę w momencie, gdy odłożył broń, odma­wiając podjęcia walki z Śikhandinem, który urodził się jako kobieta. (Bhiszma przysięgał, że nie użyje broni przeciw kobiecie.) Z racji tego niegodziwego czynu, jeszcze dziś rzućmy klątwę na Ardżunę’. Bogini rzekła: ‘O bogowie, niech tak się stanie!’ Zaniepokojona tymi słowami przebiłam się w głąb ziemi do królestwa wężów, aby opowiedzieć o tym swojemu ojcu. Mój ojciec zmartwiony tą złą wiadomością udał się do bogów Wasu i mając na uwadze twoje dobro, próbował ich zadowolić na wszystkie możliwe sposoby będące w jego mocy. Wasu rzekli do niego: ‘O królu wężów, nie możemy odwołać naszej klątwy, ale powiemy tobie, kiedy Ardżuna uwolni się od naszej klątwy. Ma on młodego i dzielnego syna, który jest królem Manalury. Król ten podejmie z nim walkę i swymi strzałami powali go na ziemię. Gdy tak się stanie, Ardżuna uwolni się od naszej klątwy’. Mój ojciec usłyszawszy to, powrócił do swego pałacu i poinformował mnie o tym. Wiedząc o tym, zachęciłam twego syna Babhruwahanę do podjęcia walki z tobą i w ten sposób uwolniłam cię od klątwy bogów Wasu. Mówi się, że dla ojca syn jest jak on sam. Będąc pokonanym przez swego syna, jest się więc tak jakby pokonanym się przez samego siebie. Skłaniając twego syna do walki z tobą, nie popełniłam więc żadnego grzechu. Czy możesz mnie za mój czyn obwiniać?”

Ardżuna z radosnym sercem rzekł do Ulupi: „O córko króla wężów, wszystko to, co uczyniłeś, bardzo mnie zadowala”. Następnie Ardżuna, zwracając się do króla Manalury, rzekł na tyle głośno, aby jego matka Citrangada mogła go też usłyszeć: „O królu, w miesiącu czajtra podczas pełni księżyca Król Prawa, Judhiszthira, spełni swą ofiarę, wykonując ryt Ofiary Konia. Przybądź w tym dniu razem ze swoją matką i doradcami do Hastinapury, aby uczestniczyć w tym rycie”.

Król Babhruwahana ze łzami w oczach rzekł do swego ojca: „O niezwyciężony, na twój rozkaz z całą pewnością przybędę na wielką Ofiarę Konia Króla Prawa i wezmę na siebie obowiązek ofiarowania braminom jedzenia. Ukaż mi jednak, proszę, swoją łaskę i razem ze swoimi dwiema żonami, Citrangadą i Ulupi, przybądź z wizytą do stolicy mojego kraju. Nie wahaj się w tej sprawie, o Ty, który znasz wszystkie obowiązki. Spędź w szczęściu jedną noc we własnym pałacu i dopiero o poranku rusz ponownie w drogę, podążając za ofiarnym koniem”.

Ardżuna rzekł: „O synu, bądź błogosławiony! Nie mogę udać się do twej stolicy z wizytą, zanim nie zrealizuję swej przysięgi, że będę krok w krok podążał za puszczonym wolno ofiarnym koniem, który porusza się, gdzie zechce. Muszę iść dalej. Dopóki nie zrealizuję swej przysięgi, nie ma dla mnie miejsca, gdzie mógłbym choć przez chwilę odpocząć”.

7. Ardżuna pokonuje wnuka króla Dżarasamdhy zabitego przez Bhimę

Ofiarny koń Króla Prawa, przewędrowawszy całą ziemi aż po brzegi otaczającego ją oceanu, ruszył z powrotem w kierunku Hastinapury. Podążający za koniem Ardżuna również zawrócił w tym kierunku. Zanim dotarli do Hastinapury, poruszający się wolno ofiarny koń zawędrował do królestwa Magadhy, którym. władał król Meghasandhi, wnuk króla Dżarasamdhy zabitego ongiś przez Bhimę i syna króla Sahadewy, który zginął na polach Kurukszetry. Gdy król Meghasandhi zobaczył tego konia w swoim królestwie, postępując zgodnie z dharmą wojownika, rzucił mu wyzwanie. Uzbrojony w łuk i strzały, jadąc na swym rydwanie, opuścił stolicę i ruszył przeciw Ardżunie, który powitał go, stojąc na ziemi. Zawołał: „O Ardżuna, twój koń ofiarny biega wolno ochraniany jedynie przez kobiety. Zaraz złapię tego konia. Spróbuj go uwolnić! Moi ojcowie wyzwani do walki nie potraktowali cię właściwie, ja jednakże zgotuję tobie odpowiednią gościnę i na twój atak odpowiem atakiem!”

Ardżuna roześmiał się i odpowiedział: „O królu, stawienie oporu temu, kto stanie mi na drodze, jest obowiązkiem nałożonym na mnie przez mojego starszego brata. Musisz o tym wiedzieć. Atakuj więc mnie, najlepiej jak potrafisz, nie jestem na ciebie rozgniewany”.

Na te słowa król Magadhów pierwszy rozpoczął walkę, zalewając Ardżunę strzałami, tak jak Indra zalewa ziemię desz­czem. Ardżuna natychmiast je zniszczył celnymi strzałami ze swego niebiańskiego łuku i zasypał wroga strzałami groźnymi jak jadowite węże, niszcząc jego maszt flagowy i uprząż. Choć był w pełni zdolny do wystrzeliwania strzał zarówno prawą jak i lewą ręką, oszczędził rozmyślnie życie jeźdźca i woźnicy. Jednakże król Magadhów, sądząc, że zachował życie dzięki swej waleczności, w odpowiedzi na strzały Ardżuny przeszył go swymi ostrymi strzałami. Głęboko raniony tymi strzałami Ardżuna jaśniał jak potężne drzewo palasza ozdobione na wiosnę swymi krwisto-czerwonymi kwiatami. Ardżuna nie miał zamiaru zabijać króla Magadhów i tylko dlatego zachował on życie. Jednakże jego strzały rozgniewały go i naciągając cięciwę swego łuku zabił jego konie i uciął głowę woźnicy, a następnie ostrą jak brzytwa strzałą zniszczył jego piękny łuk i skórzaną osłonę dłoni. Kolejną strzałą obciął jego proporzec i maszt. Król Meghasandhi uchwycił w dłoń swą maczugę i ruszył w kierunku Ardżuny, lecz Ardżuna swymi licznymi strzałami z piórami sępa rozbił jego ozdobioną złotem i klejnotami maczugę na drobne kawałki. Upadła jak bezsilna samica węża rzucona przez kogoś na ziemię.

Ardżuna, widząc wroga bez rydwanu i broni, nie chciał atakować go dalej. Rzekł: „O królu, odejdź w pokoju. Wystar­czająco dowiodłeś swej wierności obowiązkom wojownika. Choć jesteś bardzo młody, dokonałeś wielkich czynów, wykazując się wielką odwagą i umiejętnościami walki. Teraz jednak odejdź. Na rozkaz Król Prawa, Judhiszthiry, nie wolno mi zabijać tych królów, którzy stawili mi opór. Dlatego ciągle żyjesz, choć obraziłeś mnie w walce, wywołując mój gniew”.

Król Magadhów, któremu Ardżuna podarował życie, słysząc jego słowa, uznał się za pokonanego. Stanął przed Ardżuną ze złożonymi pobożnie dłońmi i oddając mu cześć, rzekł: „O Ardżuna, bądź błogosławiony. Zostałem przez ciebie pokonany i nie mam odwagi kontynuować z tobą walki. Powiedz mi, co mogę dla ciebie zrobić? Każde swoje życzenie uważaj z góry za spełnione”. Ardżuna rzekł uspakajająco: „O królu, jeżeli chcesz mnie zadowolić, przybądź do naszego królestwa podczas pełni księżyca w miesiącu czajtra, aby uczestniczyć w Ofierze Konia króla Judhiszthiry”. Król Magadhów, czcząc Ardżunę i jego ofiarnego konia, rzekł: „O Ardżuna, niech tak się stanie”.

8. Ardżuna po podporządkowaniu sobie wielu kolejnych królów pokonuje w walce syna Śakuniego

Syn Pandu, Ardżuna, czczony przez króla Magadhów wsiadł ponownie do swego rydwanu ciągnionego przez białe ogiery i ruszył dalej, podążając za ofiarnym koniem. Puszczony wolno ofiarny koń z piękną grzywą kontynuował swoją wędrówkę wzdłuż morskiego brzegu, docierając do królestwa Bangów, Pundrów i Kosalów, gdzie Ardżuna pokonał jedną po drugiej liczne armie mlekkhów (osób spoza podziału kastowego). Ardżuna pokonał również króla Czediów Sarabhę o wielkiej mocy, syna Sziśupali, którego Kryszna zabił podczas ofiary koronacyjnej Judhiszthiry, oraz królów Kasiów, Angów, Kosalów, Kiratów i Tanganów. Czczony przez nich Ardżuna, podążając za koniem ofiarnym, zmienił wówczas kierunek i dotarł do kraju Dasanów, którego król Citrangada był wielkim wojownikiem o potężnej mocy. Walka między nimi była przeraźliwa. Po pokonaniu go Ardżuna, idąc dalej śladem ofiarnego konia, dotarł do królestwa Niszadów, gdzie został wyzwany do walki przez syna Ekalawji. Choć bitwa między nimi była zaciekła, niezwyciężony Ardżuna pokonał króla Niszadów, który stanowił przeszkodę w pokojowej ofierze Króla Prawa i czczony przez niego skierował się za koniem na południe. Przebywając w tym regionie pokonał walecznych Drawidów, Andhaków, Mihiszaków i zamieszkujących góry Kolwów. Podporządkowawszy sobie bez trudu te plemiona, idąc za koniem, dotarł do królestw Śurasztrów, Gokartów i Prabhasów. Po pokonaniu ich ruszył w kierunku Dwaraki  ochranianej przez herosów Wrisznich. Gdy koń ofiarny tam dotarł, młodzi Jadawowie wystąpili przeciw niemu zbrojnie, jednakże Ugrasena, król Wrisznich i Andhaków, zabronił im ataku i razem z ojcem Kryszny Wasudewą wyszli Ardżunie naprzeciw, witając go odpowiednimi rytami i oddając mu cześć. Za ich zgodą Ardżuna ruszył dalej za puszczonym wolno koniem, który wędrując wzdłuż brzegu zachodniego oceanu dotarł do kraju pięciu rzek, który cieszył się wielką liczbą mieszkańców i dobrobytem. Stamtąd koń powędrował do królestwa Gandharów, gdzie Ardżuna stoczył wielką bitwę z królem Gandharów, synem Śakuniego, który swą oszukańczą grą w kości sprowadził na Pandawów nieszczęście.

Syn Śakuniego, który był wielkim wojownikiem, chcąc pomścić śmierć swego ojca, ruszył do walki z Ardżuną na czele wielkiej armii wyposażonej w słonie, konie i liczne rydwany ozdobione proporcami i flagami. Choć niepokonany Ardżuna o prawej duszy przekazał mu słowa pokoju od Judhiszthiry, nie był zdolny do zaakceptowania jego dobroczynnych słów i żądny zemsty z pomocą swej armii otoczył ofiarnego konia ze wszystkich stron. Rozgniewany atakiem Gandharów Ardżuna zasypał ich licznymi strzałami ostrymi jak brzytwa, ucinając głowy wielu z nich. Głęboko dotknięci i przerażeni puścili wolno ofiarnego konia, zaprzestając walki, podczas gdy Ardżuna atakowany ciągle przez tych, co go otoczyli z wszystkich stron, ucinał im głowy.

Gdy syn Śakuniego, widząc pogrom swej armii, ruszył sam do walki z Ardżuną, Ardżuna zawołał: „O herosie, zaprzestań walki! Na rozkaz Króla Prawa, Judhiszthiry, nie mam intencji zabijania królów podejmujących ze mną walkę”. Syn Śakuniego jednakże pod wpływem ignorancji zlekceważył słowa tego wielkiego herosa, który swymi bitewnymi czynami dorównywał Indrze i zasypał go gradem swych szybkich strzał. Ardżuna w odpowiedzi swą celną strzałą pozbawił go jego królewskiego nakrycia głowy, unosząc je na równie daleki dystans jak to uczynił kiedyś z uciętą głowę króla Dżajadrathy. Wojownicy Gandharów, rozumiejąc, że Ardżuna, mierząc w nakrycie głowy, rozmyślnie oszczędził życie ich króla, patrzyli na ten jego wyczyn z podziwem, lecz gdy król Gandharów rzucił się do ucieczki, pognali za nim jak stado przerażonych jeleni. Wielu z nich z przerażenia potraciło zmysły i błądząc po polu bitewnym straciło zdolność do ucieczki. Ardżuna ścigając ich gradem swych strzał o szerokich ostrzach, ucinał im głowy i ramiona.

Zaiste, armia Gandharów ucierpiała wielce od tych strzał Ardżuny. Rozgromiona i zachowująca się jak chaotyczny motłoch błąkała się po polu bitewnym, krążąc w kółko. Nie było nikogo, kto odważyłby się stawić czoła Ardżunie. Wiekowa już matka króla Gandharów,  słysząc o tym pogromie, udała się na pole bitewne w towarzystwie swoich starszych wiekiem ministrów niosąc ze sobą powitalne dary. Zabroniła swemu odważnemu synowi kontynuowania walki i zadowoliła Ardżunę o uczynkach bez skazy. Ardżuna oddał jej cześć i skłonny do okazania swej życzliwości rzekł uspakajająco do króla Garndharów: „O potężny herosie, swoją wrogością nie sprawiłeś mi przyjemności. Jesteś synem Śakuniego, który był bratem żony króla Dhritarasztry, Gandhari, która jest jedną z moich matek. Jesteś więc moim bratem. To ze względu na pamięć o mojej matce Gandhari i królu Dhritarasztrze nie pozbawiłem cię życia. Temu zawdzięczasz to, że jeszcze żyjesz, choć wielu twoich żołnierzy straciło życie. Zaprzestań wojny. Nie pozwól swemu rozumieniu na ponowne zbłądzenie, a gdy w miesiącu czajtra nadejdzie pełnia księżyca, przybądź w pokoju do Hastinapury, aby uczestniczyć w wielkiej Ofierze Konia króla Judhiszthiry”.


Słowniczek Mahabharaty